Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Pies Ogrodnika
#1
Znowu usiadł w fotelu i niepomny niedawnej nauczki znowu go rozbujał. Biblia to oddalała się od niego, to przybliża, jakby ktoś nią go kusił. Co mu szkodzi, weźmie ją do ręki setny, a może pięćsetny raz. Przecież nie kusi go diabeł, bo Biblią miałby go kusić? Zważył ją w dłoni chcąc ocenić, czy jest wystarczająco ciężka, by pomieścić te wszystkie odpowiedzi, które się jej przypisuje. Zawsze wydawała mu się na to stanowczo zbyt lekka. Może źle się do tego zabierał? Może trzeba jakoś inaczej? Wrzucił książkę pod płozy fotela i wyobraził sobie, że wyciska z niej prawdę.
Wyłaziła pomału, na raty. Najpierw dłoń, potem szeroki, biały rękaw, za nim bark. Głowa wyskoczyła od razu w całości. Włosy ciemne, kręcone, wbrew czternastemu wersetowi jedenastego rozdziału Pierwszego Listu do Koryntian długie do ramion. Twarz śniada, ale oczy niebieskie, nie brązowe. Tułów długi, szczupły, również w białej szacie. Tylko z boku czerwona, nieduża plama. Nogi, ukryte pod materiałem aż do samych stóp, ukazały się ostatnie. Na nich, co przyjął ze zrozumieniem, zakurzone sandały. Dla pewności rzucił okiem na nadgarstki. Wszystko się zgadzało. Już otwierał usta, by zadać jedno z wielu nurtujących go pytań, gdy postać zaczęła się rozpływać w powietrzu. Im intensywniej się w nią wpatrywał, tym bardziej niewyraźna się robiła. Aż w końcu zniknęła zupełnie zanim zdążył o cokolwiek zapytać. Nie zdziwiło go to ani trochę. Zawsze tak było, że im bardziej Mu się przyglądał, tym mniej widział. Tym razem było jeszcze gorzej. Zniknęło wszystko.


To tylko fragment. Całość do pobrania na mojej stronie
http://andrzejboruszewski.pl
anbo
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości