Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Jak wytłumaczyć dziecku śmierć babci?
#41
Może już lepiej to prosektorium....
http://killer.radom.net/~sermord/zbrodni...urtenPeter
A powyżej mamy to co może się stać z dzieckiem oglądającym cierpienia zwierząt.
Nie gań innych ani nie potępiaj ich. Bądź ostrożny tylko w swoim braku szczerości.

Czemu "Alfy i Omegi" nie mają własnego życia i przejmują się co w sieci piszczy?
Odpowiedz
#42
A jak inaczej sobie wyobrażasz "oswajanie ze śmiercią"?
Opowiedz, bo moją wyobraźnię to przekracza.

A spanie w trumnie jest niewygodne.

Odpowiedz
#43
idiota napisał(a):A jak inaczej sobie wyobrażasz "oswajanie ze śmiercią"?
Opowiedz, bo moją wyobraźnię to przekracza.
Normalnie. Nie unikać histerycznie tematu, kiedy dziecko pyta. Nie ściemniać, że chomik się przeprowadził. Nie wmawiać, że dziecko, rodzice i dziadkowie będą żyli zawsze. Jeżeli dziecko dopiero w chwili śmierci ukochanej babci dowiaduje się, że można umrzeć, to chyba nie jest to w porządku, nie sądzisz?


A czaszki czy trumny to najczęściej stylizacja i gadżeciarstwo.
- Myślałem, że ty nie znasz lęku.
- Mylisz się. Lęku nie zna tylko głupiec.
- A co robi wojownik, kiedy czuje strach?
- Pokonuje go. To jest w każdej bitwie nasz pierwszy martwy wróg.
Odpowiedz
#44
Dziecko się "dowiaduje"o tym kiedy sobie to uświadomi (zrozumie co to konkretnie znaczy), a nie od śmierci babci. Babcia czy chomik mogą pomóc w tym procesie, ale go nie wywołają z automatu.

Odpowiedz
#45
Myślę, że na początek te zwierzaki to taki niegłupi pomysł.
Jest to w końcu śmierć naturalna a nie zabijanie(którego i tak jest pełno w kreskówkach).
I myślę, że warto dużo na różne tematy rozmawiać.
Ten pan o którym jest w linku aż za bardzo się oswoił ze śmiercią.
Dlatego wszelkie przesady są złe.
I myślę, że wszystko w odpowiednim czasie(co nie znaczy, że ma być za późno np. na temat seksu).
Myślę też, że i bez prosektorium się może obejść - kwestia wychowania.
Nie miałem nigdy zwierzaka, nie latałem do prosektorium..przy drugim pogrzebie bliskiej mi osoby nie przeżywałem aż tak bardzo.
Po pierwszej śmierci sam sobie wytłumaczyłem a za drugim..hmmm...
Jeśli spojrzeć na to jako uwolnienie się od wszelkich trosk to nie wygląda to już tak strasznie, byleby umierało się bezboleśnie.
Dość człowiek cierpi za życia.
Szkoda tylko, że z tymi ludźmi więcej nie zamieni się już zdania.
Może dlatego tyle czasu poświęcam ludziom na forach?
Można by powiedzieć dziecku, że ono zaczęło życie a babcia skończyła.
A każde życie to wyjątkowa historia, którą sami tworzymy choć nie zawsze mamy na nią wpływ i czasami wtrącają się do niej inni ludzie.
Koniec często jest nie do przewidzenia, gdyż nigdy nie wiemy kiedy przyjdzie nam zakończyć daną historię
Nie gań innych ani nie potępiaj ich. Bądź ostrożny tylko w swoim braku szczerości.

Czemu "Alfy i Omegi" nie mają własnego życia i przejmują się co w sieci piszczy?
Odpowiedz
#46
Skończcie albo wydzielcie ten off!!!

A co słychać u zmarłej babci?
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
#47
Sajid napisał(a):W ten sposób nie musi, ale powinien w inny sposób (o ile chce odpowiedzieć). Śmierci przecież sobie wierzący nie wymyślili-ani jej mechanizmów, ani przyczyn, ani skutków. Dlatego zanim zaczniesz głosić, że tak powiem wypierdy swojego ciasnego umysłu typu "to wierzący muszą" (gdy dziecko się zapyta) to racz choć raz ten umysł poluzować. Krzywda ci się nie stanie, ani swojego ateistycznego i antyklerykalnego światopoglądu nie skazisz.

Widzę że komuś żyłka pęka.

Nie musi w inny sposób, bo tutaj nie ma co tłumaczyć. Był człowiek - nie ma człowieka. Proste jak konstrukcja cepa. Naturalna kolej rzeczy.
Odpowiedz
#48
A dlaczego akurat dzieci miałyby mieć jakiś nadzwyczajny problem ze śmiercią?

Ja, stary dziad, do dzisiaj nie pogodziłem się ze śmiercią moich ukochanych dziadków i nawet teraz, kiedy to piszę, mam lekko wilgotne oczy.

To nie jest sprawa, którą można "zagadać" i zracjonalizować.
To faktycznie boli jak cholera (i chyba powinno).

Chyba, że ktoś jest człowiekiem bez osierdzia.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
#49
To zapewne kwestia doświadczenia. Im dziecko mniejsze i żyje w spokojniejszym rejonie tym mniej miało okazji by zetknąć się ze śmiercią. Jakieś dziecko z Afryki, z regionu gdzie dzieci są wcielane do "armii wyzwoleńczych" zapewne ze śmiercią ma problem do momentu, gdy zabije samo pierwszego człowieka.
"All great men should be haunted by the fear of not living up to their potential.
All loyal men should be haunted by the fear of not having done enough for their country.
All honourable men should be haunted by the fear of not having lived a life worthy of those men who came before us." Sigurd
Odpowiedz
#50
Sofeicz, chyba niekoniecznie.
A pomyśl może w ten sposób - czy dziadkowie chcieliby byś był szczęśliwy czy smutny?
Ok, przykre jest, że odeszła bliska i kochana osoba..tylko ja nigdy nie pojmę nieustannej żałoby i braku życia z tego powodu.
Raz zostałem na pewnym forum zbanowany bo chciałem przerwać ten nieustanny krąg udręki odnośnie paru wdów w taki sposób, który się sprawdził w identycznej w sumie sytuacji.
Dziewczyna straciła chłopaka w wypadku samochodowym, latami przeżywała żałobę..udało mi się jej przywrócić na moment uśmiech i chyba teraz nieco intensywniej żyje.
Chciałem tak i na tamtym forum niestety nie spotkałem się ze zrozumieniem.
Teraz już wiem, że jak ktoś nie chce żyć teraźniejszością tylko przeszłością to nikt tego nie zmieni.
Moim zdaniem jednak szkoda życia na ciągłe rozpamiętywanie.
Też umarły osoby, które kochałem, też o nich pamiętam, też wolałbym by żyły.
Niemniej czy moje udręki coś zmienią?
Mam od tej pory mając niemal całe życie przed sobą nigdy się już nie uśmiechnąć?
Mam nie żyć?
Też mi łezka się kręci w oku, ale czasu nie cofnę a wręcz przeciwnie - też podążam ku śmierci.
Tak, to jest smutne, przykre i...jest częścią życia.
I o pogodzenie się z tym faktem mi chodzi, a nie o pogodzenie się z odejściem osób, które tak mocno się kochało.
Nigdy się nie pogodzę z tym, niemniej nie mam zamiaru nieustannie tym żyć i by miało to główny wpływ na moje życie.
Nie jestem typem masochisty i myślę, że dziecko powinno być świadome naturalnej kolei losu.
Wszystko ma koniec i początek - czy tego chcemy czy nie.
I druga sprawa Sofeicz - po śmierci człowiek jest już wolny od problemów(no chyba, że ktoś jest wierzący to ma prze-rypane bo czekać ma go sąd ostateczny i wcale nie ma gwarancji, że nie trafi do garnków ze smołą i siarką - wtedy faktycznie jest to dodatkowy powód do płaczu chociaż spotkanie z Bogiem ponoć tak cieszy i do tego wielu wierzących dąży ).

Bogowie Otchłani, zacznij w końcu akapity robić. Jak widzę taki zlepek to mi się czytać odechciewa. ŚSz
Nie gań innych ani nie potępiaj ich. Bądź ostrożny tylko w swoim braku szczerości.

Czemu "Alfy i Omegi" nie mają własnego życia i przejmują się co w sieci piszczy?
Odpowiedz
#51
Pomyślałam sobie jeszcze o czymś co oswoiło mnie ze śmiercią. Jest to cudowna książka Astrid Lindgren "Bracia Lwie Serce". Pewnie sporo osób z mojego rocznika i okolic miało z nią do czynienia...
Książki były moimi najlepszymi przyjaciółkami od dnia, w którym nauczyłam się czytać i pisać. One mnie ocaliły. Byłam tak introwertycznym dzieckiem, że rozmawiałam z kredkami i przepraszałam przedmioty, które potrącałam.
(Elif Şafak)







Odpowiedz
#52
I co, jesteś oswojona?
Bo ja u siebie zauważam, że z wiekiem jakby coraz mniej.
Moi rodzice są wiekowi ale żyją w jakim takim zdrowiu, i nie bardzo sobie wyobrażam .....
Czasem mam wrażenie, że najlepiej byłoby być totalnym samotnikiem w puszczy.
Przynajmniej żadnego przywiązania i nieodłącznego bólu.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
#53
idiota napisał(a):Proponuje wizyty w rzeźni i prosektorium.

Czy ty nie możesz żyć bez pisania "idiotyzmów"? To może jeszcze jak rzeźnia i prosektorium to w ogóle lekcje w szpitalach na OIOM-ie, albo ze strażakami do wypadków.

Nas nikt nie uczył czym jest śmierć, wszystkiego dowiadywaliśmy się na bieżąco, jak mieliśmy z naszymi rówieśnikami po ok 7 lat zmarła nasza koleżanka, 4 lata później kolega w między czasie czyjś ojciec czy matka, i nigdy nam nie tłumaczono czym jest śmierć bo mieliśmy z nią bezpośredni kontak, a kryć przed dzieckiem śmierć kogoś bliskiego, to największa krzywda jaką można temu dziecku wyrządzić.
Odpowiedz
#54
Sofeicz napisał(a):I co, jesteś oswojona?
Muszę być. W zeszłym roku zmarł mi tato, wiedzieliśmy właściwie od kilku lat i mieliśmy świadomość że może nastąpić to w każdej chwili. Dużo z nim rozmawiałam, i wiem że w ogóle nie bał się śmierci. W naszym domu nie był to temat tabu, i rozmawiało się o tym zupełnie otwarcie, czasem nawet żartowało.
Książki były moimi najlepszymi przyjaciółkami od dnia, w którym nauczyłam się czytać i pisać. One mnie ocaliły. Byłam tak introwertycznym dzieckiem, że rozmawiałam z kredkami i przepraszałam przedmioty, które potrącałam.
(Elif Şafak)







Odpowiedz
#55
No ja nie pamiętam żadnego przyswajanie ze śmiercią przez bliskie mi osoby.
A może to było gdy jako małe dziecko wydłubałem oko dla rozjechanego przez samochód psa ?
W każdym bądź razie to sam się z nią oswoiłem, o ile w ogóle była taka potrzeba, wydaje mi się ze nie trzeba było mi tego jakoś dogłębnie tłumaczyć bo dobrze pamiętam ze jak grzebałem w tym psie wiedziałem ze już nie żyje i nic nie czuje a nie pamiętam jakichkolwiek emocji, po prostu grzebałem w mięsnym worku i jakoś mnie ta śmierć nie "straszyła".
Tak samo na pogrzebie dziadka, pamiętam ze byłem bardzo spokojny podczas jego pogrzebu choć dobrze wiedziałem ze nie żyje i idzie do piachu.
PS: Rodzice chyba mi mówili np. ze "dziadek poszedł do nieba" i jest z aniołami, może temu się tej śmierci nie bałem nigdy a jak podrosłem wystarczająco by wyrobić swoją własną opinie to i tak postrzegałem śmierć po prostu jako naturalny końcowy etap naszego życia.
"Człowiek cnotliwy dobre wypowiada słowa, ale nie zawsze ten, kto dobre powiedział słowo, jest cnotliwy."
-Konfucjusz
Odpowiedz
#56
Rojza napisał(a):Dużo z nim rozmawiałam, i wiem że w ogóle nie bał się śmierci. W naszym domu nie był to temat tabu, i rozmawiało się o tym zupełnie otwarcie, czasem nawet żartowało.
To kolejne wielce skomplikowane zagadnienie. Jak rozmawiać z osobami, które mogą niedługo umrzeć, jak im - o ile to możliwe - ulżyć? Problem jest skomplikowany, trzeba przecież wziąć pod uwagę wiele czynników: sam fakt nieistnienia, cierpienie w czasie umierania ale też ocena własnego, kończącego się życia, stan relacji z bliskimi itp.

Nie w każdym domu nie jest to temat tabu.
[SIZE=1][SIZE=2][SIZE=1][SIZE=2]Burdel na forum powstaje, gdy moderatorzy forum postanawiają sprzeciwić się części działań członków Ekipy Honor.

Czat / IRC: http://pokazywarka.pl/jpqkgu/ - prosta instrukcja dołączania.[/SIZE][/SIZE][/SIZE][/SIZE]
Odpowiedz
#57
No to jak jest to mają problem.
Przed narodzinami też nie istnieliśmy i co?
Całe życie to proces umierania, podczas którego cierpimy, moment "przed" wcale nie musi być bolesny albo najboleśniejszy.
Trzeba się starać by ocena życia była jak najlepsza - nie tylko przez nas.
Nie gań innych ani nie potępiaj ich. Bądź ostrożny tylko w swoim braku szczerości.

Czemu "Alfy i Omegi" nie mają własnego życia i przejmują się co w sieci piszczy?
Odpowiedz
#58
Forge napisał(a):Nie w każdym domu nie jest to temat tabu.
Nie każdy też lubi frytki.
Odpowiedz
#59
Wersja Barney'a Stinsona:

"Prezydent świata wysłał babcię na tajną misję w kosmosie.
Dla dobra planety już jej więcej nie zobaczysz."
Zamierzam stworzyć mężczyznę i kobietę z grzechem pierworodnym. Następnie zamierzam zapłodnić kobietę samym sobą, tak abym mógł się narodzić. Będąc człowiekiem, zabiję się w ramach ofiary dla samego siebie aby ocalić Cię od grzechu na który Cię początkowo skazałem... TA DA!!!
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości