Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Jak powinna wyglądać szkoła XXI wieku?
#1
Jak obiecałem tak też zrobiłem. Zakładam ten wątek by zamiast ciągle narzekać jak to jest źle w polskich szkołach, poszukać na to lekarstwa. Tu możecie pisać o swoich pomysłach na zmianę zastanego stanu rzeczy. Czy według Was potrzeba wrócić do wzorców z ubiegłego wieku, a może zaprząc do nauki nowe technologie czy uczyć mnemotechnik czy dać sobie spokój, w końcu mamy Wikipedię i ogólnoświatowy dostęp do internetu? JAk powinno wyglądać samo nauczanie: dyscyplina czy "wolna amerykanka", podejście indywidualne czy kolektywne, nauka w domu czy w szkole, przez internet czy bezpośredni kontakt z mentorem. Piszcie o wszystkich wadach, jakie wam na myśl przyjdą i jak je niwelować. Jak sprawić by młodzi Polacy zamiast pędzić smutny żywoty szarych mas zaczęli być nie gorsi niż Bill Gates, Albert Einstein albo John Rockefeller. Może czyta to forum przyszły minister edukacji albo nawet i premier, może uda Nam się kogoś zainspirować do tego by zaszły zmiany dla dobra nie tylko Polski ale nawet i świata Uśmiech Że dziś jest źle nie trzeba nikogo przekonywać, ale może wspólnym wysiłkiem sprawimy że będzie lepiej, na razie tylko w odmętach internetu, ale kto wie, może tyle wystarczy by ruszyła lawina zmian.
Zapraszam do dyskusji!
Sebastian Flak
Odpowiedz
#2
Historia - na tych zajęciach przyszli europejczycy powinni poznawać biografię największych bohaterów Europy. Barosso, Wałęsa, Jaruzelski, Michnik. Powinni także poznać czarne faszystowskie charaktery takie jak Roman Dmowski czy Kazimierz Wielki
Biologia - cywilizowane sposoby rozmnażania: in vitro, klonowanie, multiplikacja ze szczególnym naciskiem na pokazanie, że tradycyjna metoda poczęcia jest i tu cytat z pewnego tygodnika "zwierzęca"
WOS - Przyszły absolwent powinien poznać struktury Unii Europejskiej, a także odwiedzić minimum trzy razy Brukselę.
Język - niemiecki bądź francuski, gdyż języki nienawiści i pogardy takie jak j. polski w nowoczesnej europie są niepraktyczne.
Edukacja seksualna - techniki masturbacji powinny być ćwiczone w parach (tej samej płci oczywiście) Zasadnym byłoby pokazanie młodym ludziom jakie niebezpieczeństwa niesie za sobą tradycyjna rodzina.
WF - po co?
Odpowiedz
#3
Neuromancer napisał(a):Zakładam ten wątek by zamiast ciągle narzekać jak to jest źle w polskich szkołach, poszukać na to lekarstwa.

Brak przymusu szkolnego. Likwidacja szkół państwowych.
Odpowiedz
#4
Mam nadzieję że żartujesz. Uśmiech Masz zamiar konserwować nową reformę oświatową? A te wycieczki do Brukseli to już w ogóle skojarzyły mi się z pielgrzymkami do Mekki. Brak w tym pomyśle wzajemnej inwigilacji i nagród za donoszenie na siebie nawzajem. A wujek Orwell to by pozazdrościł materiału na książkę. No i gdzie żeś wyczytał o tym zwierzęcym sposobie rozmnażania?
Sebastian Flak
Odpowiedz
#5
Wściekłe Gacie napisał(a):Brak przymusu szkolnego. Likwidacja szkół państwowych.

A w zamian szkól państwowych, prywatne i "urynkowione"? Napisz coś więcej. Jak miałoby to wyglądać, jakim, systemem miałoby się kierować, kto decydowałby o nauczanych przedmiotach. Jak widziałbyś podejście do ucznia, jakie przedmioty w szkole, jaki sposób nauczania. I tak dalej. Na razie wnioskuję że zależy Ci na dobrowolności i samej chęci wyrażanej przez ucznia co do edukacji. A jak miałaby być sponsorowana, taka edukacja. Bony czy pieniądze rodziców. A zawartość podręczników? Kto miałby ustalać ich treść i czy w ogóle powinny być podręczniki?
Sebastian Flak
Odpowiedz
#6
Danie nauczycielowi narzędzia do karania, np. przywrócenie kozy.

Taki delikwent za żucie gumy, rozmowy przez telefon czy durne żary szedł by na 1h po lekcjach na karniaczka, gdzie powiedzmy mógłby odrobić lekcje.
Proste ale skuteczne.
Odpowiedz
#7
Superstar napisał(a):Danie nauczycielowi narzędzia do karania, np. przywrócenie kozy.

Taki delikwent za żucie gumy, rozmowy przez telefon czy durne żary szedł by na 1h po lekcjach na karniaczka, gdzie powiedzmy mógłby odrobić lekcje.
Proste ale skuteczne.

A bo ja wiem czy koza jest taka skuteczna? Jak rozrabiał w klasie, to i w kozie nie usiedzi. Ale sama idea karania w dotkliwy sposób jak najbardziej słuszna.
Sebastian Flak
Odpowiedz
#8
Neuromancer napisał(a):A w zamian szkól państwowych, prywatne i "urynkowione"? Napisz coś więcej. Jak miałoby to wyglądać, jakim, systemem miałoby się kierować, kto decydowałby o nauczanych przedmiotach. Jak widziałbyś podejście do ucznia, jakie przedmioty w szkole, jaki sposób nauczania.
Przecież to oczywiste, że wszystko funkcjonowało by zgodnie z prawem popytu i podaży, a także konkurencji. O nauczanych przedmiotach decydowaliby zainteresowani.
Neuromancer napisał(a):A jak miałaby być sponsorowana, taka edukacja. Bony czy pieniądze rodziców.
A teraz skąd są pieniądze? Z kieszeni rodziców(podatki). Dodatkowo te pieniądze są przeżerane przez masy urzędników i idiotyczną instytucję jaką jest Ministerstwo Edukacji Narodowej. Pieniądze winny wrócić do kieszeni rodziców, tak żeby sami mogli decydować o edukacji swojego dziecka. Ale oczywiście urzędasy straciłyby ciepłe posadki...
Neuromancer napisał(a):Kto miałby ustalać ich treść i czy w ogóle powinny być podręczniki?
Rozumiesz "brak przymusu" ?. Każdemu według potrzeb.
Odpowiedz
#9
Neuromancer napisał(a):A w zamian szkól państwowych, prywatne i "urynkowione"?
Dokładnie tak. Połączone oczywiście z odpowiednim obniżeniem podatków.

Neuromancer napisał(a):Jak miałoby to wyglądać, jakim, systemem miałoby się kierować, kto decydowałby o nauczanych przedmiotach.
O tych rzeczach decydowałby właściciel bądź dyrektor placówki.

Neuromancer napisał(a):Jak widziałbyś podejście do ucznia
W szkołach drogich i elitarnych zapewne bardzo indywidualne, z niewielkimi klasami - zapewne wyszłoby coś na wzór większości obecnych prywatnych szkół językowych. Tańsze szkoły prawdopodobnie przypominałyby wielkością klas te dzisiejsze publiczne, podejście do ucznia byłoby prawdopodobnie i tak bardziej spersonalizowane - ostatecznie rodzice każdego ucznia płacą czesne za niego, więc mają prawo wymagać od szkoły i nauczycieli zainteresowania.

Neuromancer napisał(a):jakie przedmioty w szkole
Takie, o jakich zadecyduje szkoła. W praktyce zapewne takie, które będą wymagane do odpowiednich egzaminów.
Jak szkoła chce religię to będzie ją miała. Inne szkoły pewnie owej religii mieć nie będą.
Cześć szkół pewnie zawrze w programie wychowanie seksualne a inne nie. Zależy to od interesu szkoły - czyli bezpośrednio od życzeń klientów- rodziców.

Neuromancer napisał(a):Na razie wnioskuję że zależy Ci na dobrowolności i samej chęci wyrażanej przez ucznia co do edukacji
Między innymi. Ale również o podniesienie poziomu edukacji przez sprowadzenie go w całości do sektora usług prywatnych.

Neuromancer napisał(a):A jak miałaby być sponsorowana, taka edukacja. Bony czy pieniądze rodziców
Pieniądze rodziców.

Neuromancer napisał(a):A zawartość podręczników? Kto miałby ustalać ich treść i czy w ogóle powinny być podręczniki?
Podręczniki są oczywiście niezbędne.
Nauczyciel uczący wybierał by dany podręcznik - taki który najlepiej odpowiada programowi i jego stylowi nauczania.
Z podręcznikami akademickimi jakoś nie ma żadnych problemów ani dylematów.

No i koniecznie przywrócenie egzaminów wstępnych na studia.
"Equality is a lie. A myth to appease the masses. Simply look around and you will see the lie for what it is! There are those with power, those with the strength and will to lead. And there are those meant to follow – those incapable of anything but servitude and a meager, worthless existence."
Odpowiedz
#10
Wściekłe Gacie napisał(a):Przecież to oczywiste, że wszystko funkcjonowało by zgodnie z prawem popytu i podaży, a także konkurencji. O nauczanych przedmiotach decydowaliby zainteresowani.

Dobra już wszystko jasne Uśmiech


Cytat:A teraz skąd są pieniądze? Z kieszeni rodziców(podatki). Dodatkowo te pieniądze są przeżerane przez masy urzędników i idiotyczną instytucję jaką jest Ministerstwo Edukacji Narodowej. Pieniądze winny wrócić do kieszeni rodziców, tak żeby sami mogli decydować o edukacji swojego dziecka. Ale oczywiście urzędasy straciłyby ciepłe posadki...


No ale jest spora grupa osób w tym kraju których nie stać by było na wysłanie dzieci do jakiejkolwiek szkoły. Są rodziny gdzie rodzice to patologia a jednym wyjściem dla dziecka by się z tego wyrwać jest szkoła. I wcale nie ma tak mało tych rodzin. Co z nimi? Nie powiesz chyba że dziecko ma mieć przejebane, bo ma rodziców do dupy. Samo sobie czesnego nie zapłaci, mając lat 10 czy 12 a to dopiero początek, trudności: przybory szkolne, podręczniki czy nawet ubrania. To wszystko kosztuje, jeśli do tego dojdzie czesne to rzesza potencjalnie przydatnych i wartościowych ludzi, będzie zapieprzać na budowach albo zamiatać ulice, a kształcić się będą najbogatsi. Nie jest to dobre wyjście. Co zrobić z tymi co chcą się uczyć ale ich nie stać?
Sebastian Flak
Odpowiedz
#11
Neuromanta napisał(a):No ale jest spora grupa osób w tym kraju których nie stać by było na wysłanie dzieci do jakiejkolwiek szkoły. Są rodziny gdzie rodzice to patologia a jednym wyjściem dla dziecka by się z tego wyrwać jest szkoła. I wcale nie ma tak mało tych rodzin. Co z nimi? Nie powiesz chyba że dziecko ma mieć przejebane, bo ma rodziców do dupy. Samo sobie czesnego nie zapłaci, mając lat 10 czy 12 a to dopiero początek, trudności: przybory szkolne, podręczniki czy nawet ubrania. To wszystko kosztuje, jeśli do tego dojdzie czesne to rzesza potencjalnie przydatnych i wartościowych ludzi, będzie zapieprzać na budowach albo zamiatać ulice, a kształcić się będą najbogatsi. Nie jest to dobre wyjście. Co zrobić z tymi co chcą się uczyć ale ich nie stać?
Nie uczyliby się tylko najbogatsi.
Uczyliby się wszyscy poza patologią, bo normalnym rodzicom zależy na dobru dziecka.

Dla dzieci gdzie rodzice są bezrobotni bądź są patologią zawsze istnieje ewentualne wsparcie w postaci organizacji charytatywnych.

Równanie w dół nie przynosi nigdy nic dobrego.
"Equality is a lie. A myth to appease the masses. Simply look around and you will see the lie for what it is! There are those with power, those with the strength and will to lead. And there are those meant to follow – those incapable of anything but servitude and a meager, worthless existence."
Odpowiedz
#12
Jester napisał(a):Nie uczyliby się tylko najbogatsi.
Uczyliby się wszyscy poza patologią, bo normalnym rodzicom zależy na dobru dziecka.
Dokładnie. A patologii mógłby Neuromancer sponsorować nauczanie, jeśliby tylko zechciał. I pieniądze szłyby bezpośrednio do zainteresowanego, a nie przez pośredników-urzędników.

Jak pokazują akcje typu WOŚP - w Polsce ludzie chcą sponsorować innych, nie potrzeba do tego przymusu.
Odpowiedz
#13
Jester napisał(a):Dokładnie tak. Połączone oczywiście z odpowiednim obniżeniem podatków.

Tu się zgadzam.

Cytat:O tych rzeczach decydowałby właściciel bądź dyrektor placówki.

Co jeżeli właściciel bądź dyrektor nie miałby dostatecznych kompetencji? Kreacjonizm, albo lamarkizm i dziewiętnastowieczna wiedza z dziedzin ścisłych to wcale nie jest nie możliwe Oczko Mieliśmy ministra edukacji, który pierniczył takie głupoty, mamy ministry co nie potrafią policzyć tego czego każą nauczać, albo nie rozróżniają jednostek. Na mniejszą skalę takie cyrki przejdą tym bardziej.

Cytat:W szkołach drogich i elitarnych zapewne bardzo indywidualne, z niewielkimi klasami - zapewne wyszłoby coś na wzór większości obecnych prywatnych szkół językowych. Tańsze szkoły prawdopodobnie przypominałyby wielkością klas te dzisiejsze publiczne, podejście do ucznia byłoby prawdopodobnie i tak bardziej spersonalizowane - ostatecznie rodzice każdego ucznia płacą czesne za niego, więc mają prawo wymagać od szkoły i nauczycieli zainteresowania.

Tu też się zgadzamy.

Cytat:Takie, o jakich zadecyduje szkoła. W praktyce zapewne takie, które będą wymagane do odpowiednich egzaminów.
Jak szkoła chce religię to będzie ją miała. Inne szkoły pewnie owej religii mieć nie będą.
Cześć szkół pewnie zawrze w programie wychowanie seksualne a inne nie. Zależy to od interesu szkoły - czyli bezpośrednio od życzeń klientów- rodziców.

Czyli zapewne nauka minimum, niezbędnego do pracy + dla chętnych jakieś zajęcia pozalekcyje. NIe doprowadzi to do atomizacji przedmiotów i wywalenia np. historii? NIe doprowadzi to do tego że poza swą dziedziną uczeń na wyjściu będzie kretynem. Jak już będą coś kojarzyć to tak jak w podpisie Idioty. Będą jeszcze powszechniejsze popdebilizmy i pseudonauka. No bo skoro tylko dziedziny przydatne w pracy to cała reszta, pójdzie się bujać.

Cytat:Między innymi. Ale również o podniesienie poziomu edukacji przez sprowadzenie go w całości do sektora usług prywatnych.

Tu mam rozterkę. Wiadomo że rynek rozwiąże sporą część problemów, ale chyba nie wszystkie, co z przedmiotami takimi jak wspominana historia, czy nie powinno się znać historii ludzkości i przemian społecznych?


Cytat:Podręczniki są oczywiście niezbędne.
Nauczyciel uczący wybierał by dany podręcznik - taki który najlepiej odpowiada programowi i jego stylowi nauczania.
Z podręcznikami akademickimi jakoś nie ma żadnych problemów ani dylematów.

Dlaczego niezbędne. Sam miałem najwyższe oceny z przedmiotów do których nie miałem podręczników. Stwierdziłem że szkoda kasy na coś co mogę za darmo znaleźć w bibliotece lub necie. Dałem radę bez podręczników, inni też by dali. A system taki jak z podręcznikami akademickimi funkcjonuje na każdym szczeblu. Tyle że o ich zawartości decyduje ministerstwo. Dlatego pomiędzy sobą różnią sie tylko nazwiskami autorów.

Cytat:No i koniecznie przywrócenie egzaminów wstępnych na studia.

Pełna zgoda, przy czym postuluje wszędzie egzaminy początkowe, a nie końcowe na każdym etapie edukacji. Egzaminy końcowe to największa pomyłka tego systemu. To podejście napędza sztuczny tłok na studiach i pęd do zdobywania kolejnych papierków które o niczym nie świadczą. Coś jak popieprzona gra platformowa gdzie trzeba mieć papier żeby przejść na kolejny poziom. Gracz i tak nie pamięta jak przeszedł poziom, liczy się tylko przejście na kolejny.
Sebastian Flak
Odpowiedz
#14
Jester napisał(a):Nie uczyliby się tylko najbogatsi.
Uczyliby się wszyscy poza patologią, bo normalnym rodzicom zależy na dobru dziecka.

Dla dzieci gdzie rodzice są bezrobotni bądź są patologią zawsze istnieje ewentualne wsparcie w postaci organizacji charytatywnych.

Równanie w dół nie przynosi nigdy nic dobrego.
A jakiś dowód że tak by było ?
Odpowiedz
#15
Wściekłe Gacie napisał(a):Dokładnie. A patologii mógłby Neuromancer sponsorować nauczanie, jeśliby tylko zechciał. I pieniądze szłyby bezpośrednio do zainteresowanego, a nie przez pośredników-urzędników.

Jak pokazują akcje typu WOŚP - w Polsce ludzie chcą sponsorować innych, nie potrzeba do tego przymusu.

Mi nie o sam przymus chodzi, ale o jakieś wyjscie dla tych co chcą ale nie mogą. Podałeś hasło akcji charytatywnych typu WOŚP. A mi się wydaje że takie akcje przynoszą zysk bo są jednorazowe. Gdyby przyszło wpłacać po dziesięć złotych co miesiąc to nie uzberali by nawet połowy. Za dużo zachodu z tym, a może ktoś inny wpłaci, da sobie radę i inne takie argumenty byleby dupy nie ruszyć. I to jest właśnie konserwowanie biedy i wstecznictwa. Liczyć na pomoc ludzi to jak liczyć na mannę z nieba. Sponsorami mogliby być przedsiębiorcy, ale zapewne chcieliby niczym w średniowiecznych cechach by ci łaskę odpracowali i to za sumę wielokrotnie wyższą niż wyłożona, wiązaliby przyszłych pracowników ze sobą umowami na odpracowanie określonych sum pod presją wysokich kar. To już było i się nie sprawdziło. A równanie ku dołowi to gloryfikacja bogatych debili, nie podnoszenie inteligentnych acz biednych. Za początek swojego życia nikt w pełni nie odpowiada, nie ma wpływu na wybór rodziców, środowiska ani miejsca własnego życia, dopiero później ma na to wpływ. A to później to nie raz za późno. Mózg człowieka najszybciej kształtuje się do dziewiątego roku życia. Jak do tego czasu nie miał styczności z nauką w jakiejkolwiek formie, to kicha. Później sobie nie poradzi tak dobrze jak reszta, która miała więcej szczęścia. Ja postuluję bony. Każdy obywatel w wieku szkolnym (6-7 lat do 18-19) dostaje roczny bon o równej wysokości. Do tego nie trzeba rozbudowanej biurokracji, Wystarczyłby program komputerowy przesyłający odpowiednie kwoty na konto szkół. Im więcej zapisanych uczniów tym więcej szkoła zarabia. Bon pokrywałby w pełni pensje nauczycieli, remonty szkól, zakup nowego wyposażenia. Do tego darowizny dla szkół. I większość problemów znika. To oczywiste że szkoły o najwyższym standardzie przyciągały by najwięcej uczniów, a tam gdzie nauczanie leży tam są pustki i eliminacja. Może niewiele jest osób które są biedne i inteligentne ale liczenie że ktoś pomoże i za własne pieniądze wykształci cudze dziecko jest co najmniej dziwne.
Sebastian Flak
Odpowiedz
#16
Neuromancer napisał(a):Może niewiele jest osób które są biedne i inteligentne ale liczenie że ktoś pomoże i za własne pieniądze wykształci cudze dziecko jest co najmniej dziwne.
Otóż to! Nasi kochani koledzy zapomnieli, że coś takiego byłoby możliwe jedynie w społeczeństwie obywatelskim. Polska, moi drodzy, takim społeczeństwem nie jest i długo jeszcze nie będzie, co muszę przyznać ze smutkiem.
Jakoś większość przedsiębiorców nie pali się do sponsorowania sportowców. Ileż to razy słyszałem: młody, obiecujący, ale brak sponsora.
Drugą kwestią, Jesterze, jest to, że jak nie masz odgórnego programu, to nie możesz porównywać ze sobą różnych dyplomów.
W szkole X uczą przedmiotu A w zakresie małym, w szkole Y uczą w zakresie większym, w szkole Z w ogóle nie uczą, ale za to uczą w zamian czegoś innego. Jak to porównać? Które świadectwo wybrać?
Albo jedna szkoła ma wysoki poziom nauczania inna niższy, ale uczą tego samego przedmiotu. Jedna ocenia tak, inna inaczej. Skąd będzie wiadomo, która piątka jest bardziej wartościowa? I jak zbadać poziom tej szkoły?
Jestem za systemem edukacji, jaki panował w Polsce przed II wś. Łacina i klasyczna greka. I matura wtedy coś znaczyła. Za bardzo tego systemu nie znam, wiem, że zdawało się maturę z kilkunastu przedmiotów chyba.
Matura z polskiego powinna być na starych zasadach.
Trzy pytania: wybierasz jedno i piszesz przez 5 godzin.
Matura ustna to wyszukiwanie zadanych tekstów i Internecie, rozumienie tekstu czytanego i pisanego oraz dyskusja o danym dziele literackim wylosowanym przez abiturienta.
Powinna być również matura z matematyki.
Aha i za 'poszłem, przyszłem, wyszłem' i tego typu kwiatki powinno być niezdanie matury.
A jak zrobisz trzy błędy ortograficzne na pisemnej dostajesz niedostateczny.
Nie mielibyśmy prezydentów niedorobów, którzy poprawnie po polsku pisać nie potrafią.
Chociaż to człowiek już starszy, więc chyba zdawał maturę w starym systemie, a zatem dziwi mnie, że nie ustabilizował swojej pisowni i wali takie błędy. Ciekawe, kto w ogóle dopuścił ucznia Komorowskiego do matury i dlaczego ją zdał.
Nieuctwo i debilizm naszych elyt, to już jednak temat na inną dyskusję.
"Aut viam, aut faciam". Hannibal
Odpowiedz
#17
nonkonformista napisał(a):Otóż to! Nasi kochani koledzy zapomnieli, że coś takiego byłoby możliwe jedynie w społeczeństwie obywatelskim. Polska, moi drodzy, takim społeczeństwem nie jest i długo jeszcze nie będzie, co muszę przyznać ze smutkiem.
Jakoś większość przedsiębiorców nie pali się do sponsorowania sportowców. Ileż to razy słyszałem: młody, obiecujący, ale brak sponsora.
Drugą kwestią, Jesterze, jest to, że jak nie masz odgórnego programu, to nie możesz porównywać ze sobą różnych dyplomów.W szkole X uczą przedmiotu A w zakresie małym, w szkole Y uczą w zakresie większym, w szkole Z w ogóle nie uczą, ale za to uczą w zamian czegoś innego. Jak to porównać? Które świadectwo wybrać?
Albo jedna szkoła ma wysoki poziom nauczania inna niższy, ale uczą tego samego przedmiotu. Jedna ocenia tak, inna inaczej. Skąd będzie wiadomo, która piątka jest bardziej wartościowa? I jak zbadać poziom tej szkoły?

Fakt przydałoby się coś w rodzaju systemu normalizacyjnego ISO czy jakoś tak. Coś co sprawia że można porównywać przedmioty czy świadectwa.


Cytat:Jestem za systemem edukacji, jaki panował w Polsce przed II wś. Łacina i klasyczna greka. I matura wtedy coś znaczyła. Za bardzo tego systemu nie znam, wiem, że zdawało się maturę z kilkunastu przedmiotów chyba.
Matura z polskiego powinna być na starych zasadach.
Trzy pytania: wybierasz jedno i piszesz przez 5 godzin.
Matura ustna to wyszukiwanie zadanych tekstów i Internecie, rozumienie tekstu czytanego i pisanego oraz dyskusja o danym dziele literackim wylosowanym przez abiturienta.
Powinna być również matura z matematyki.
Aha i za 'poszłem, przyszłem, wyszłem' i tego typu kwiatki powinno być niezdanie matury.
A jak zrobisz trzy błędy ortograficzne na pisemnej dostajesz niedostateczny.
Nie mielibyśmy prezydentów niedorobów, którzy poprawnie po polsku pisać nie potrafią.
Chociaż to człowiek już starszy, więc chyba zdawał maturę w starym systemie, a zatem dziwi mnie, że nie ustabilizował swojej pisowni i wali takie błędy. Ciekawe, kto w ogóle dopuścił ucznia Komorowskiego do matury i dlaczego ją zdał.
Nieuctwo i debilizm naszych elyt, to już jednak temat na inną dyskusję.

Co do systemu sprzed wojny to na pewno był bardziej wydajny. I rozsądniejszy. Ale minęło już prawie stulecie, nauka poszła do przodu, wiedza o tym jak się człowiek uczy tym bardziej można by się pokusić o stworzenie nowego systemu. Wprowadzić mnemotechniki i sposoby szybkiego liczenia w pamięci. Przeznaczyć na to podstawówkę. Niech się wpierw nauczą jak się uczyć Oczko W gimnazjum, poszerzyć mocno spektrum przedmiotów, zrobić testy sprawdzające zdolności i zainteresowania uczniów żeby ich popchnąć w stronę, w której są lepsi. A szkoły ponadgimnazjalne zostawić tym co chcą się dalej uczyć. Łacina i greka to są świetne przedmioty, sama powierzchowna znajomość kilkudziesięciu (może niewiele) ponad setkę słów z obu języków znacząco podniosła mi ilość wolnego czasu. Pare słów i już nie trzeba się uczyć na pamięć definicji, bo można wywnioskować. Szkoda że dziś tego nie ma.

Kwiatki jak o nich mówisz chyba są zatwierdzone przez radę języka polskiego, jak nie wszystkie to chociaż część Bralczyk coś wspominał, ale nie mam pewności słuchałem jednym uchem. Uśmiech

Natomiast Prezydent mógł popełnić błędy umyślnie. Zagrywka PR, coś żeby ludzie sobie pomyśleli że to też człowiek i się myli. Z jakiegoś powodu wygrywa w plebiscytach na najbardziej lubianego polityka. Albo jest debilem albo szczwanym lisem, patrząc na polityków to też wcale nie jest takie nieprawdopodobne.
Sebastian Flak
Odpowiedz
#18
Neuromancer napisał(a):Mi nie o sam przymus chodzi, ale o jakieś wyjscie dla tych co chcą ale nie mogą. Podałeś hasło akcji charytatywnych typu WOŚP. A mi się wydaje że takie akcje przynoszą zysk bo są jednorazowe. Gdyby przyszło wpłacać po dziesięć złotych co miesiąc to nie uzberali by nawet połowy. Za dużo zachodu z tym, a może ktoś inny wpłaci, da sobie radę i inne takie argumenty byleby dupy nie ruszyć.

W takiej sytuacji takie osoby po prostu nie poszłyby do szkoły, bo nie miałyby pieniędzy. Nie możesz zmuszać innych, żeby komuś oddawali pieniądze. Chyba, że jesteś socjalistą.
Odpowiedz
#19
Neuromancer napisał(a):Kwiatki jak o nich mówisz chyba są zatwierdzone przez radę języka polskiego, jak nie wszystkie to chociaż część Bralczyk coś wspominał, ale nie mam pewności słuchałem jednym uchem. Zdezorientowanymile:
Nie są i być nie mogą.
Odmień 'iść' nieprawidłowo.

Szłem
szłeś
szł? bez sensu, prawda?
"Aut viam, aut faciam". Hannibal
Odpowiedz
#20
Nie kojarzę społeczności, która nie zmusza do czegoś swoich członków. Dość często zmusza właśnie do oddawania pieniędzy.

Co do szkoły, to pierwsze, co mi przychodzi na myśl w związku z pewnymi tekstami, które miałam ostatnio nieprzyjemność oglądać, to każdy powinien nauczyć się poprawnie mówić i pisać w swoim języku ojczystym. Niezależnie od tego, iż uważa, że jako przyszły inżynier czy pracownik służby zdrowia nie musi. Niezrozumiałe instrukcje obsługi czy wyniki badań to koszmar.
- Myślałem, że ty nie znasz lęku.
- Mylisz się. Lęku nie zna tylko głupiec.
- A co robi wojownik, kiedy czuje strach?
- Pokonuje go. To jest w każdej bitwie nasz pierwszy martwy wróg.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości