Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Dwa mity człowieka
#21
Ciekawym przyczynkiem do tej "korkowo-kowalskiej" teorii jest koncepcja "rosyjskiej duszy" z jej splątanymi aspektami WOLJA-DOLJA.
Wypisz-wymaluj to to samo.
Chęć nieograniczonego, ekstatycznego AKTU I DZIAŁANIA, a jednocześnie świadomość NIEMOŻNOŚCI w babilońskiej rzeczywistości.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
#22
Palmer Eldritch napisał(a):Budda zmienił świat na tyle, że dwa i pół tysiąca lat po jego śmierci wciąż jest pamiętany, a nawet ubóstwiany i czczony, stąd uważam, że nie wolno go nazywać "korkiem na falach".

Tyle że on zmieniał świat nie "akcją" a własnym przykładem. Nikogo nie podporządkowywał sobie siłą, to raczej po jego przemianie duchowej inni zechcieli być tacy jak on. Postawa bierności i upatrywanie zbawienia w zatraceniu się w nicości i niechceniu niczego, sprawiła że ten rodzaj archetypu sie upowszechnił w pewnych kręgach kulturowych. Swoją drogą słabo sie upowszechniał. On sam stałby się tak jakby żywym wcieleniem ideału opisywanego przez Archetyp. Moim zdaniem da się go nazwać korkiem na fali ze względu na to jakie poglądy głosił i na to jak zdobywał wyznawców-naśladowców. Wszystko odbywało się na zasadzie dobrowolności (przynajmniej za jego życia) i autorytecie, poglądy były przyjmowane za słuszne ponieważ swoim życiem po przemianie dawał przykład ich słuszności. To bardzo przypomina Jezusa, rozbieżność jest tylko w poglądach, najradykalniejsze chrześcijańskie odłamy nie są tak odsunięte światopoglądowo od rzeczywistości jak co po niektóre odłamy Buddyzmu, zależy od wykładni nauk ale im wykładnia radykalniejsza tym odsunięcie od świata większe. Takie stosunkowo liberalne podejście (złagodzone zapewne przez obcowanie z innymi religiami) to charakteryzuje raczej Indie i Chiny z kawałkiem Tybetu, niż całą resztę Azjatyckich państw gdzie dominuje Buddyzm. Podsumowując Budda był pewnym uosobieniem archetypu i za jego przykładem poszli inni.
Sebastian Flak
Odpowiedz
#23
po za tym koniecznosc wcale nie musi być bierna. własciwie to ona umożliwia rozsądnym działanie zgodnie z wiedzą o przyczynach i skutkach, na własny pożytek, co niejako jest mądroscią. Czyni ich ono zatem widzącymi posród slepców.
Odpowiedz
#24
Neuromancer napisał(a):Tyle że on zmieniał świat nie "akcją" a własnym przykładem.
Tylko że, jako syn króla, zamiast podążać z nurtem, czyli zostać kolejnym królem dokonał AKTU rezygancji (coś jak Franciszek).
Ergo był przynajmniej biernym buntownikiem i sam wyznaczył swój los.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
#25
Sofeicz napisał(a):Tylko że, jako syn króla, zamiast podążać z nurtem, czyli zostać kolejnym królem dokonał AKTU rezygancji (coś jak Franciszek).
Ergo był przynajmniej biernym buntownikiem i sam wyznaczył swój los.

Chyba Benedykt. Z tej strony na to nie patrzyłem, jak tak to Gandhi też się kwalifikuje jako bierny buntownik. A znasz jakieś bierne postaci i nie buntowników?
Sebastian Flak
Odpowiedz
#26
Po zastanowieniu co mógłbym wnieść do Waszej humanistycznej dyskusji, doszedłem do wniosku, że eskperyment. Tak po prostu. Zobaczcie, że Wasza dyskusja oderwana jest od doświadczenia, jest że tak powiem oparta wyłącznie na "rozumie". Ale nie tym jest naukowe podejście. Już chcemy w tym temacie dezawuować koncepcje korka i kowala nazywając je mitami, a przecież jeszcze nie wiemy jak są ukształtowani ludzie, którzy wyznają te dwa odmienne stanowiska. Może rzeczywiście ich biochemiczne uwarunkowania są inne? A wtedy nie są to mity, tylko rzeczywiście jedni są w stanie kontrolować siebie w większym stopniu i ich organa robią to co wymyśli umysł, a inni łypią tylko wzrokiem na otoczenie i naśladują. Może miast deliberować, należałoby to jakoś sprawdzić? Może podeliberujmy o tym jak to eksperymentalnie zweryfikować?
[Obrazek: 7622201052539.jpg]
[SIZE="1"]Od nieuków lepszy ten, kto księgi czyta,
od wyczytujących, kto pamięcią chwyta,
od pamiętających, kto ich treść rozumie,
od rozumiejących ten, kto działać umie.
[/SIZE]
Odpowiedz
#27
ok, jak człowiek jest wolny to niech nie pije przez miesiąc.
Odpowiedz
#28
Nie pije od dwudziestu lat, za czym to argument? Że ateiści myślą trzeźwo?
Sebastian Flak
Odpowiedz
#29
@Neuro.
Kowalstwo własnego losu nie musi oznaczać używania "młota". Można oddziaływać na świat na zasadzie "non violence", jak choćby Gandhi, Matka Teresa, czy Stefan Wyszyński z Karolem Wojtyłą i męczennikiem Jerzym Popiełuszko.

@Sofeicz.
Z tą wolją/dolją to святые слова. Uśmiech
Odpowiedz
#30
Neuromancer napisał(a):Nie pije od dwudziestu lat, za czym to argument? Że ateiści myślą trzeźwo?

wody,
Odpowiedz
#31
Palmer Eldritch napisał(a):Matka Teresa
Tutaj ostatnio się trochę niewygodnych faktów wyciekło, za sprawą jakichś trzech kanadyjskich badaczy..., co nie mieli innego zajęcia, jak burzenie mitów.
Wydaje się, że wiara w cuda znika w jednej dziedzinie tylko po to, by zagnieździć się w innej. Karol Marks
Jedyne, co - jak sobie pochlebiam - zrozumiałem bardzo wcześnie, jeszcze przed dwudziestką, to to, że nie powinno się płodzić. Emil Cioran
Kapitalizm bez bankructwa jest jak chrześcijaństwo bez piekła. Frank Borman

EL Duży uśmiech
Odpowiedz
#32
Palmer Eldritch napisał(a):@Sofeicz.
Z tą wolją/dolją to святые слова. Uśmiech
Idżmy dalej, na poletko "polskiej duszy".
Mickiewicz na Sorbonie miał wykłady na ten temat. Bardzo ciekawe.
Tam też pojawiają się te dwa podobne pierwiastki w postaci:
- "duszy sarmackiej" aktywnej, wolnej, działającej.
Jak nie siłą, to fortelem ale wszystko da się.
- "duszy porozbiorowej" zalęknionej, przetrąconej, fatalistycznej, obrażonej na cały świat.
Nic się nie da, ani siłą, której nie ma, ani fortelem.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
#33
Przez całe swe życie Leila, tak samo jak jej rodzice, wierzyła w to, że sami odpowiadamy za swoje życie.
Ostatnio jednak zaczęła mieć wątpliwości. Kiedy wczoraj zapytała o to ciotkę Simę, ta dotknęła jej policzka w geście rozbawionej czułości .
-Och moja droga-wierzyć, że kontrolujemy wszystko w naszym życiu!
Jakież to absurdalnie amerykańskie.

Przeznaczenie to bardzo pociągająca koncepcja.
Zastanawiając się nad ta sprawą , Leila czuje, że wydarzenia w jej życiu staja się nieważkie i przepływają przez jej życie niczym chmury.....Chitra Banerjee Divakaruni.
Odpowiedz
#34
Odkopię temat, bo jak dla mnie jest interesujący.
Abstrahując narazie od prawdziwości tych mitów, przyjrzyjmy się psychologicznym skutkom ich rozpowszechnienia społecznego:
1. Gdy człowiek jest przekonany o tym, że nie jest wcale powodem, jeśli jest przekonany o swojej zależności względem czynników wewnętrznych i zewnętrznych, nie czuje mobilizacji, aby wziąć los w swoje ręce. Poddaje się wszystkim swoim siłom i słabościom oraz dogodnościom i przeciwnościom losu. Staje się w najlepszym razie nihilizującym hedonistą, a w najgorszym - zgorzkniałym cynikiem.
2. Kiedy człowiek uzna się za kowala własnego losu, dodaje mu to motywacji do pracy nad swoim charakterem, ciałem, umysłem, sytuacją życiową itd. Staje się aktywny, wydajny i zdolny do czynienia coraz to nowszych rzeczy na rozmaitych polach.

Wiadomo, że z niemal każdej perspektywy lepsze skutki ma mit drugi. Pierwszy mit prowadzi ludzi, którym go wpojono do dekadencji, drugi zaś do witalności. W powszechnym interesie jest więc przekonanie o istnieniu ujętej w tym drugim micie wolnej woli. Ludzie będą się rozwijać i działać, jeśli będą mieć motywację do działania. W żadnym razie nie będą tej motywacji mieć, jeśli uznają się za bezwładne, bezbronne chorągiewki na wietrze. Pierwszy mit będzie pasował tylko biernym leniom i tchórzom, niezdolnym do wzięcia jakiejkolwiek odpowiedzialności na swoje barki Oczko

Tyle, jeśli chodzi o część pozytywną. Z drugiej strony, w obliczu ogromu zbrodni, grzechów i omyłek popełnianych przez człowieka, przydatnym mu przeświadczeniem jest to o możliwości uczciwego rozszerzenia odpowiedzialności za zło na inne przyczyny. Nie chodzi tu o tchórzliwą ucieczkę od konsekwencji, tylko o zachowanie pogody ducha w obliczu niesłusznych wyrzutów sumienia. A ponadto zachowanie ludzkiego, niedoskonałego pierwiastka we własnej osobowości, uratowanie jej przed perfekcyjną, odhumanizowaną machinerią działania, niepozwalającą na najdrobniejsze wykroczenia i błędy.

W rzeczywistości, o ile świadomość uznajemy za podmiot, a nie czynnik wewnętrzny, to żaden z tych mitów nie jest prawdziwy. Człowiek jest w stanie do pewnego stopnia panować nad przeciwnościami losu i pokonywać własne słabości. Nie jest ani od nich całkowicie zależny, ani też nie może się stać całkowicie niezależny.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości