Ocena wątku:
  • 1 głosów - średnia: 5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Pytania do teistów
neuroza napisał(a): Bóg to uważność. Świadomość. Wieczne teraz. Święta Obecność.

Objawia się każdemu, kto w uważność wchodzi.

Z neurozowego na polski - każdemu, kto ma odpowiedni tropizm (czyli skłonność do wypatrywania bytów metafizycznych).
Ergo - trudne do przerwania, samosprawdzające się zapętlenie myślowe.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
Sofeicz napisał(a): Z neurozowego na polski - każdemu, kto ma odpowiedni tropizm (czyli skłonność do wypatrywania bytów metafizycznych).
Tropizm nie jest tutaj potrzebny - nie mam problemu z uznaniem, że ateista Sam Harris wchodzi w kontakt z Bogiem, nie widząc tego w ten sposób.
Why so serious?
Odpowiedz
Idąc tropem takiego myślenia, kontakt z "Bogiem" mam (lub mógłbym mieć) i ja, ateista 7 stopnia.
Kwestia optyki.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
Sofeicz napisał(a): Idąc tropem takiego myślenia, kontakt z "Bogiem" mam (lub mógłbym mieć) i ja, ateista 7 stopnia.
Oczywiście. Bez (choćby podświadomego - jak u mnie) zawierzenia (ang. faith) wyższej sile, nie da się trwać w uwazności.
Why so serious?
Odpowiedz
A jak to sfalsyfikować?
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
Sofeicz napisał(a): A jak to sfalsyfikować?
Ale po co? :>
Być może wykazując błąd w rozumowaniu:

Można łatwo się przekonać, że umysł (tudzież diabolos - "ten, który mąci") będzie chciał odciągnąć od trwania w uważności. Będzie przedstawiał setki racjonalnych wątpliwości i argumentów, by tego nie robić. Dlatego trwanie wymaga intuicyjnego zawierzenia, zaufania temu, co jest przed wszelkimi myślami.
Why so serious?
Odpowiedz
neuroza napisał(a): Dlatego trwanie wymaga intuicyjnego zawierzenia, zaufania temu, co jest przed wszelkimi myślami.

Da capo al fine - przecież już pisalem o cwanym zapętleniu myślowym.
Takie stawianie wozu przed koniem.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
Jak byłem wierzący, po wejściu do kościoła, po zamoczeniu dłoni w wodzie święconej i wykonaniu znaku krzyża. Obcierałem nią moje dłonie. Był to taki mój własny i charakterystyczny znak, który mówił że umywam ręce jak Poncjusz Piłat. Dlaczego?

Ano, żeby podkreślić że odcinam się od wszelkiego zła jakie działo się, dziać będzie na i po mszy świętej. I dzieje się w kościele (jako w instytucji) a idę tam tylko z obowiązku uczęszczania na masze jako chrześcijanin. I że nie mam nic z tym wspólnego. Była to też wiadomość, która mówiła wprost. Że jeżeli bym uczestniczył akurat w jakięś cheretycznej mszy, bo księża coś pozmieniali, wypełniałem moje zobowiązanie do bycia w kościele w niedziele. Ide do kościoła, klęcze, wstaje, siedze jak ksiądz każe w jakim tam chce momencie.

Czy taki czyn, to grzech?
Cytat:Obelgi - to argumenty tych, którzy nie mają argumentów ~ Jean-Jacques Rousseau

Jak mówi rzymska zasada na której są zbudowane prawa naszej cywilizacji "nemo iudex in sua causa" (Nikt nie jest sędzią w własnej sprawie) Nawołuje do kierowania się w dyskusji tą zasadą. Pomaga.  Uśmiech
Odpowiedz
neuroza napisał(a):
Sofeicz napisał(a): A jak to sfalsyfikować?
Ale po co? :>
Być może wykazując błąd w rozumowaniu:

Można łatwo się przekonać, że umysł (tudzież diabolos - "ten, który mąci") będzie chciał odciągnąć od trwania w uważności. Będzie przedstawiał setki racjonalnych wątpliwości i argumentów, by tego nie robić. Dlatego trwanie wymaga intuicyjnego zawierzenia, zaufania temu, co jest przed wszelkimi myślami.

Uważność - mindfulness uznaje się jako określony proces psychologiczny. Jeszcze się nie spotkałem by jakiś nauczyciel uważności nazywał to bogiem ani żeby zalecał poddanie się sile wyższej (być może niektórzy tak robią) Oczywiście można to określać bogiem, ale to tylko zastąpienie jednej nazwy drugą. Równie dobrze mogę piosenkę nazwać bogiem.
Ten diabolos z kolei, to nic innego jak nawyki myślowe, być może bardziej się wtedy uaktywniające w wyniku zniecierpliwienia umysłu, przyzwyczajonego do innej aktywności niż uważność.
Nazwanie jednego procesu psychologicznego bogiem i przywołanie przeciwnego mu procesu, skojarzeniowo określonym diabolos, nie jest dowodem na to, że ten pierwszy proces jest faktycznie bogiem.
Myśleć to co prawdziwe, czuć to co piękne i kochać co dobre – w tym cel rozumnego życia.

Platon
Odpowiedz
Cytat:Czy rzeczywiście wierzycie w nieśmiertelność duszy? Czym jest dla was owa dusza?

Duch mądrzejszy jest od myślenia logicznego, dlatego nie ukazuje się podczas myśli. Jeżeli chcesz badać istotę duszy i jej istnienie, stracisz czas obierając drogę myślenia sztywnego. To ty sam sobie ustaliłeś, że wiedza musi być zawsze sztywna i podparta logiką. Jeżeli zależy ci na sprawdzeniu istnienia duszy, zmień tok myślenia. Uczenie się tego czym jest uczenie się, zawsze będzie szlachetniejsze od uczenia się po swojemu. To jest właśnie prawdziwa filozofia, gdy człowiek nie zakańcza swoim osądem wiedzy o rzeczywistości i nie ustala sam jakie prawa rządzą poznawaniem tej rzeczywistości. Każdy chce zakończyć szybko, bo pragnie ukoić wreszcie swoje szukanie prawdy, szybkość jednak nie jest wskazana, wiedza lubi powolność, ostrożność i niezbadaną głębię. Prawdziwy filozof jest pomiędzy wiedzą, a mniemaniem. Nie da się czegoś wielkiego poznać, można jedynie o tym mniemać, ja więc mniemam, że jeżeli dana była mi jaźń to nie po nic, tylko po to, abym zastanowił się raz a porządnie dlaczego jestem uczestnikiem wszechrzeczy, jej częścią, świadomą tego.

Mniemania o duszy od zarania dziejów nie wzięły się z ciemnoty ludzkiej, tylko z ich natury, która nie była zawsze napełniona strachem w tej kwestii, ale właśnie tą naturą.

Cały czas również zapomina się o tym, że ciało to też człowiek. Jeżeli mamy mózg i przeżywamy w nim (dla ateisty tylko podobno) byty metafizyczne to trudno, aby mózg nagle gasł. przecież mózg to też człowiek. Problem się pojawia, gdy ktoś na tym mózgu kończy horyzonty i stwierdza, że to on jest jedynym kreatorem wszystkiego.
Żyjmy w zgodzie, interesujmy się sobą, naszą rozmaitością przede wszystkim.
Odpowiedz
Już Mojżesz uczył uważności, każąc gapić się na węża nabitego na pal.

legend napisał(a): Duch mądrzejszy jest od myślenia logicznego, dlatego nie ukazuje się podczas myśli. Jeżeli chcesz badać istotę duszy i jej istnienie
Czy duch to to samo co dusza? Dla mnie dusza to subtelna, głęboka, uczuciowo-emocjonalna część psychiki, powiązana z ciałem wewnętrznym, zaś duch to sama nasza najczystsza rdzenna esencja.

@legend, a tak generalnie to bardzo mądrze gadasz Duży uśmiech
Why so serious?
Odpowiedz
neuroza, dla mnie dusza to całość człowieka, nieraz lubię używać słowa ''duch'', gdy chcę ukazać aktywność tej duszy w mowach filozoficznych, czy skromniej pisząc: myślicielskich.

Napiszesz mi coś więcej o tym rdzeniu?
Żyjmy w zgodzie, interesujmy się sobą, naszą rozmaitością przede wszystkim.
Odpowiedz
legend, ok Uśmiech

Duch to jest sama nasza esencja, czyli to co stanowi o nas, bez czego to nie byśmy byli już my.
Możemy odjąć ciało, wszelkie opowieści, myśli i emocje (tzw. umysł).
Pozostaje świadomy duch.

Po pierwsze, jest on świadomy tego co się dzieje.
Po drugie, dokonuje on działania/wyboru na subtelnym, intuicyjnym poziomie - jest wolnym, aktywnym agentem.

I to by było na tyle co mogę o nim powiedzieć! Duży uśmiech
Why so serious?
Odpowiedz
neuroza napisał(a): Duch to jest sama nasza esencja, czyli to co stanowi o nas, bez czego to nie byśmy byli już my.
Możemy odjąć ciało, wszelkie opowieści, myśli i emocje (tzw. umysł).
Pozostaje świadomy duch.
Taa, szkoda tylko, że nikt istnienia tego świadomego ducha nie potrafił wykazać. Skąd wiesz, że coś takiego istnieje?
Odpowiedz
neuroza, ciekawe to co piszesz, w zasadzie widać tu dużą podobiznę do mojej interpretacji ducha. Fajnie. 


Cytat:Taa, szkoda tylko, że nikt istnienia tego świadomego ducha nie potrafił wykazać. Skąd wiesz, że coś takiego istnieje?

Z nauk noetycznych można, tylko trzeba chcieć, a nie obrażać się na transcendencję. Uśmiech
Żyjmy w zgodzie, interesujmy się sobą, naszą rozmaitością przede wszystkim.
Odpowiedz
Osiris napisał(a): Taa, szkoda tylko, że nikt istnienia tego świadomego ducha nie potrafił wykazać. Skąd wiesz, że coś takiego istnieje?
Drogą eliminacji.

legend napisał(a): neuroza, ciekawe to co piszesz, w zasadzie widać tu dużą podobiznę do mojej interpretacji ducha. Fajnie. 
Uśmiech
Why so serious?
Odpowiedz
neuroza napisał(a):Duch to jest sama nasza esencja, czyli to co stanowi o nas, bez czego to nie byśmy byli już my.
Możemy odjąć ciało, wszelkie opowieści, myśli i emocje (tzw. umysł).
Pozostaje świadomy duch.
Trochę zabawne, że pisze to ktoś o takiej ksywie. W Kobierzynie dali mi kiedyś szprycę, po której pozostało ciało, wszelkie opowieści, myśli i emocje (tzw. umysł) i tylko świadomego ducha nie było. Co ciekawe, jak wiem z relacji współpacjentów, byłem wtedy odważniejszy i charakterniejszy, niż po ponownym włączeniu się świadomości.

Ergo to, co nazywasz świadomym duchem, jest jeszcze jednym elementem umysłu generowanego przez materialny mózg.
In my spirit lies my faith
Stronger than love and with me it will be
For always
- Mike Wyzgowski & Sagisu Shiro
Odpowiedz
ErgoProxy napisał(a): Trochę zabawne, że pisze to ktoś o takiej ksywie. W Kobierzynie dali mi kiedyś szprycę, po której pozostało ciało, wszelkie opowieści, myśli i emocje (tzw. umysł) i tylko świadomego ducha nie było. Co ciekawe, jak wiem z relacji współpacjentów, byłem wtedy odważniejszy i charakterniejszy, niż po ponownym włączeniu się świadomości.

To nie znaczy, że ducha nie było, tylko że twoje przeżycia nie zapisały się w twojej pamięci. Każdy może taki efekt uzyskać i bez szprycy, jak się urwie film po ubzdryngoleniu. Utrata pamięci nie jest jednoznaczna z utratą ducha.
Odpowiedz
Ale rzecz w tym, że neuroza pisał o duchu świadomym. Zresztą cała fura rzeczy nie zapisuje się w mojej pamięci, kiedy pozostaję świadomy; najprostszy przykład - banner blindness.
In my spirit lies my faith
Stronger than love and with me it will be
For always
- Mike Wyzgowski & Sagisu Shiro
Odpowiedz
ErgoProxy napisał(a): W Kobierzynie dali mi kiedyś szprycę, po której pozostało ciało, wszelkie opowieści, myśli i emocje (tzw. umysł) i tylko świadomego ducha nie było.
Tzn. gdzie wtedy byłeś, czego wtedy konkretnie doświadczałeś?

Czy może chodzi o to, że nie pamiętasz w ogóle tamtej sytuacji i jedynie polegasz na opowieściach osób trzecich?
I po fakcie utożsamiasz się ze swoim ciałem?

ErgoProxy napisał(a): Trochę zabawne, że pisze to ktoś o takiej ksywie.
Może i zabawne. I być może warto się temu przyjrzeć bliżej. Czyżbyś widział tu jakiś paradoks? Uśmiech

Z góry wyjaśniam, że własnie trudności psychiczne są motywacją do pewnej transcendencji Uśmiech
Why so serious?
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości