Ocena wątku:
  • 1 głosów - średnia: 5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Pytania do teistów
Sto razy to słyszałem od ludzi. W taki sposób możesz sobie negować duszę aż do śmierci i to będzie tylko i wyłącznie twoja wina braku chęci doświadczenia jej.

Nikt nie mówi, że jesteś na samym dole, ale jak trwasz przy ziemskich bytach to nie poszerzasz pamięci o tych transcendentnych. 

Nie obrażaj się tylko podnieś głowę do góry i się nie poddawaj.


Nie używaj leniwych argumentów jeżeli mam cię odbierać poważnie. Ty tak jak wielu chciałbyś wszystko od razu. Bądź inny od nich i nie kieruj się obrażaniem i swoimi wyrobionymi emanacjami na temat duszy. Lub jeżeli chcesz to tkwij w tym punkcie i zarzucaj teistom brak dowodu na duszę. Bo tak jak ty byś chciał to się nie da mój drogi.

Wszystkiego dobrego, lecę do pracy.

Ważne jest też to, czy ktoś chce dowodu na duszę, czy chce aby dusza istniała. Bo to są dwie różne rzeczy. Nie wiem czy da się qualiami dowodowymi dochodzić do nieśmiertelności duszy. Raczej się nie da. Dlatego właśnie piszę, że to jest zła droga, zły nawyk. Lepiej już pozostać na tym zdaniu i nie uznawać nigdy duszy niż czepiać się o nią z tego właśnie punktu widokowego. Takimi narzędziami się nie szuka dowodu na duszę, a tak w ogóle to nie szuka się dowodu na duszę, tylko pragnie się ją posiadać.
Nie wiń głupiego za to, że czegoś nie rozumie, wiń siebie głupcze za to, że jesteś za mądry na zrozumienie tego dlaczego jest głupi.

Coś + świadomość tego = dusza. Ale do dowodu tej tezy potrzebne są qualia.
Odpowiedz
ARHIZ napisał(a): A nie myślałeś, że pójść z tym do specjalisty? Nie traktuj tego, proszę, jako atak na Twoją osobę. Możliwe, że w Twoim przypadku mamy do czynienia z chorobą, a wiele chorób można wyleczyć.
Spoko Uśmiech Oczywiście, że myślałem. Psychiatra skierował mnie na psychoterapię. Jestem na nią zapisany, ale to jest na NFZ, więc długo się czeka Uśmiech

ARHIZ napisał(a): Akurat katolicyzmowi zdarza się kierować wyznawcami przez strach.
Oj tak, wiem coś o tym. Mam to bardzo głęboko wdrukowane. Od dziecka żyłem w prawie ciągłym strachu/lęku przed piekłem i moja religijność była wysoce skrupulacka.

Osiris napisał(a): Czy komunikujemy się w tym samym języku?
Możemy spróbować. Stwierdziłeś, że świadomość tez jest aktywnym podmiotem, co sugeruje nazwa.

To złożona kwestia: świadomość to zdawanie sobie sprawy, czyli odbiór, recepcja. Czy taki odbiór jest aktywny? Trudno powiedzieć. Ostatecznie rzecz biorąc, świadomość tak naprawdę sama stwarza to czego doświadcza, więc owszem, jest aktywna. Jeśli jednak używamy tego pojęcia, aby wskazać na aspekt samego zdawania sobie sprawy, to nie ma tutaj żadnej aktywności - jest po prostu nieruchome bycie w tle.

Czy świadomość to podmiot? Ja bym powiedział raczej, że świadomość to aspekt. Czasem użyteczne jest stworzenie pewnego modelu, w którym dzielimy doświadczaną rzeczywistość na 2 części:

1) Świadomość - postrzeganie
2) To, co jest postrzegane
Why so serious?
Odpowiedz
Fascynujące, czytając wasze monologi czuję się, jak mały pikuś, niedoświadczający żadnej metafizyki i mistyki.
Coś ze mną nie teges?
Ateizm mnie tak wyjaławia?
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
legend napisał(a): Nie obrażaj się tylko podnieś głowę do góry i się nie poddawaj.
Słowo harcerza - nie obraziłem się. Nie poddaję się także, bo niby z jakiego powodu? 
[quote pid='714732' dateline='1557168890']
Nie używaj leniwych argumentów jeżeli mam cię odbierać poważnie. 
[/quote]
Hmm, twierdzisz, że nieśmiertelna dusza istnieje gdyż jej doświadczyłeś. Ja twierdzę, że jej nie doświadczyłem i cały czas bezskutecznie próbuję się od Ciebie dowiedzieć jak tego dokonać. Kto kogo traktuje niepoważnie?

Cytat:Ważne jest też to, czy ktoś chce dowodu na duszę, czy chce aby dusza istniała. Bo to są dwie różne rzeczy.
Chciałbym mieć duszę, tylko cholera nie mogę jej znaleźć Duży uśmiech

neuroza napisał(a): Czy świadomość to podmiot? Ja bym powiedział raczej, że świadomość to aspekt. Czasem użyteczne jest stworzenie pewnego modelu, w którym dzielimy doświadczaną rzeczywistość na 2 części:

1) Świadomość - postrzeganie
2) To, co jest postrzegane
Czyli mamy świadomość i zewnętrzny świat przez nią odbierany. Gdzie tu miejsce na Twojego ducha?

Sofeicz napisał(a): Fascynujące, czytając wasze monologi czuję się, jak mały pikuś, niedoświadczający żadnej metafizyki i mistyki.
Coś ze mną nie teges?
Ateizm mnie tak wyjaławia?
Mam to samo. Czy może być coś gorszego, niż bezduszny ateusz? Duży uśmiech
Odpowiedz
Cytat:Coś ze mną nie teges?

Ateizm mnie tak wyjaławia?

Ateizm jest racjonalny. Tutaj chodzi o rozmaitość tendencji umysłowych. Skąd ona się bierze. Mi się ateizm podoba, jeśli mam mu wystawić ocenę.


Cytat:Hmm, twierdzisz, że nieśmiertelna dusza istnieje gdyż jej doświadczyłeś. Ja twierdzę, że jej nie doświadczyłem i cały czas bezskutecznie próbuję się od Ciebie dowiedzieć jak tego dokonać. Kto kogo traktuje niepoważnie?

Ja bym napisał tak samo jakbym był w twojej sytuacji. Fajnie, że oczekujesz fachowych wskazówek, znaczy żeś zainteresowany.

Głównie Osiris chodzi tutaj o pamięć. Cała filozofia platońska jest tak naprawdę filozofią pamięci. Jak już wiesz, zakłada on istnienie jaźni przed narodzinami. W pewnych aktach umysłowych człowiek jest w stanie uchwycić pamięć, to jest pewne ujęcie, po ówczesnym wyszkoleniu chyba. Ja nie stosowałem się do platońskich metod tylko sam poza tą całą filozofią to przeżywałem, potem tylko znalazłem potwierdzenie w platonie i co ciekawe to jego podejście do polityki, do miłości, do życia - to też się zespoiło, gdy sobie go pierwszy raz zacząłem czytać. Jest ogromna zgodność co do metafizycznych doświadczeń, nie było w tym jakiegoś chaosu tak, tylko odczuwasz łączność. Oczywiście słodkim grzechem byłoby uznawać prawdę metafizyczną autorstwa Platona za tą jedyną, ale z pełną odpowiedzialnością mogę napisać, że jakieś elementy prawdy są właśnie w przedstawieniu metafizyki w platońskiej filozofii. My później tylko czytamy tekst i to niektórzy jeszcze (niepotrzebnie z resztą) z lekkim przymrużeniem oka ze względu na wiek jego pism. Jednak jest niemalże pewne iż Platon oprócz talentu filozoficznego doświadczał również poważnych doznań transcendentnych, rozszerzających mu pole widzenia i doświadczał tego na jawie. To był poważny filozof. Jestem niemalże pewien, że nie wdrażałby w swoje teksty tej emanacji, że filozof z urodzenia to złota dusza, gdyby sobie tylko wiesz... miewał wzloty poetycko-transcendentne, mało poważne, które uznał, że dodadzą magii i jakości jego tekstom i stanie się dzięki temu legendą filozofii. 

Jednak ja tak piszę i piszę, a Ty pragniesz konkretów. I bardzo dobrze. Więc tak jak ci przedstawiłem chodzi o pamięć, a konkretnie - szkolenie jej. Tylko wielki ''Warning'' - nie wolno interpretować tej pamięci na zasadzie - ''pięć lat temu byłem na tej ulicy, tylko muszę sobie przypomnieć jak się ona nazywa''. Tą pamięć należy rozumieć tak, że istnieje (za Platonem)  oko ducha w każdym z nas i dlatego ci napisałem, że pozostawanie na qualiach doceniania sztywnej wiedzy, z twardymi dowodami nie pozwoli ci wejść na drogę poznania - rozeznania się o twoim głębszym ja. Działa tutaj prawo wbudowanej tendencji indywidualnej, które przedstawia się następująco:

Nie jest możliwe wyłapywanie deterministycznie ustalonych, pierwotnych qualiów transcendentnych, powiązanych z tymczasowym pobytem w ciele jako swoistej jaźni, sporo odróżniającej się od innych bytów, w sposób taki, że część umysłu człowieka odpowiedzialna za blokowanie najprawdopodobniej fałszywych qualiów  ponadmaterialnych jest właśnie tak nastawiona do tego poznawania nowej wiedzy, że jej trzon wypędza takie emanacje automatycznie poprzez brak logicznego, sztywnego, poważnego i jakościowego dowodu.                 Tudzież:

Należy oddać się temu, pragnąć wiedzy związanej z sensem egzystowania na świecie, przejęcia się życiem zamkniętym w czasie, aniżeli akceptowania go z odwagi, bo choć jest to szlachetne  i bardzo rozsądne, to nie wpuści cię to na tą drogę tych ponadmaterialnych qualiów umysłowych, które finalnie, zakładam, potrafią doprowadzić człowieka do jakościowej wiedzy metafizycznej, w tym rozjaśnienia swojego ja na tle kontynuacji trwania jaźni po śmierci ciała. Dla ciebie może to brzmieć poetycko i jakby było jakoby jakimś wytłumaczeniem się z mojej strony. Nie, tak nie jest, to nie jest tłumaczenie, tylko rzeczywiście etap po etapie, cierpliwość, otwarcie, ale przy tym rozsądek, aby nie dać się zepchnąć na manowce przez umysł - te działania potrafią doprowadzić moim zdaniem człowieka do tzw. ''wiedzy pewnej'' na temat transcendencji człowieka. Wszystko zależy od nastawienia. 

Jeżeli tak bardzo człowiek kocha tą planetę i kocha żyć jeden raz to nigdy nie sięgnie transcendencji i rozjaśnienia faktu istnienia jaźni kontynuowanej po śmierci ciała. Sokrates uznawał śmierć za początek życia, a początek życia w ciele jako jakby ''nie życie w pełni''. Filozof w rozumieniu platońskim pragnie śmierci właśnie dlatego i ten pęd pragnienia śmierci i ćwiczenia się w umieraniu nie bierze się ze strachu czy braku umiejętności uświadomienia sobie wad życia na świecie. Ten pęd bierze się z trzonowej tendencji umysłowej filozofa, który od narodzin obcuje z takimi rzeczami. Masz tam wszystko opisane. To nie był bajkopisarz, ja mogę być tego takim jakby właśnie dowodem. Ja gościa w ogóle nie czytałem, a doznawałem rzeczy o których on już dawno napisał. 

Musiałbyś włączyć chęci, zmienić tok rozumowania transcendencji, złagodzić jej potencjalną należytość na rzecz prawdy, a nie właśnie fałszu. 

Właśnie to miałem na myśli z tym patrzeniem w dół. Bo w dół, w tym rozumowaniu patrzy człowiek, który nie chce wyjść ponad, nie znaczy to, że on jest na dole, tylko, że on woli zgłębiać wiedzę z innej poprzeczki, podobnie szlachetnej przecież. Bo wiedza jest wspaniała i nie tyczy się tylko transcendencji. Chodzi tutaj o to, że jeżeli ktoś faktycznie wolałby i pragnie, aby jednak istniał dalej po śmierci ciała i żeby to wszystko nie było takie byle jakie i zależne od sytuacji świata materii, która jeżeli jest dobra to w porządku, ale jeśli jest zła to włącza się smutek, którego nikt nie lubi - jeżeli on tego chce i nie uważa tego za strach i ucieczkę przed wadami świata materii, to myślę, że własnie jest to dobry pierwszy krok w deterministycznym poznawaniu wiedzy transcendentnej.
Nie wiń głupiego za to, że czegoś nie rozumie, wiń siebie głupcze za to, że jesteś za mądry na zrozumienie tego dlaczego jest głupi.

Coś + świadomość tego = dusza. Ale do dowodu tej tezy potrzebne są qualia.
Odpowiedz
Osiris napisał(a): Czyli mamy świadomość i zewnętrzny świat przez nią odbierany. Gdzie tu miejsce na Twojego ducha?
A kto mówi o świecie "zewnętrznym"? Język Wszystko co znasz, jest w Twojej głowie Uśmiech Zobacz na horyzont - to tam właśnie kończy Ci się czaszka Duży uśmiech

Można powiedzieć, że Duch to Ego, czyli poczucie siebie jako odrębnej jednostki/osoby, dokonującej wyborów.
Można też powiedzieć, że Duch to uwaga, czyli dynamiczny aspekt świadomości.
Można też powiedzieć, że Duch to podmiot, który kieruje uwagą.
Można też powiedzieć, że Duch i Świadomość stanowią jedno, lecz oba te pojęcia ujmują tę samą rzeczywistość z różnych perspektyw.

Wszystko jedno. Generalnie duch (ang. spirit) to podmiotowa esencja, sam rdzeń osoby.
Dlatego też "That's the spirit!" można przetłumaczyć jako "O to właśnie chodzi!".

Pokazałem po prostu różnicę jaką mam między pojęciami ducha i duszy. Duch jest samym rdzeniem, dusza jest naokoło ducha.
Why so serious?
Odpowiedz
ARHIZ napisał(a): Czy nie jest np. tak, że za młodu straszono Cię medytacją czy ogólnie wschodem?

https://ateista.pl/showthread.php?tid=14302
Why so serious?
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości