To forum używa ciasteczek.
To forum używa ciasteczek do przechowywania informacji o Twoim zalogowaniu jeśli jesteś zarejestrowanym użytkownikiem, albo o ostatniej wizycie jeśli nie jesteś. Ciasteczka są małymi plikami tekstowymi przechowywanymi na Twoim komputerze; ciasteczka ustawiane przez to forum mogą być wykorzystywane wyłącznie przez nie i nie stanowią zagrożenia bezpieczeństwa. Ciasteczka na tym forum śledzą również przeczytane przez Ciebie tematy i kiedy ostatnio je odwiedzałeś/odwiedzałaś. Proszę, potwierdź czy chcesz pozwolić na przechowywanie ciasteczek.

Niezależnie od Twojego wyboru, na Twoim komputerze zostanie ustawione ciasteczko aby nie wyświetlać Ci ponownie tego pytania. Będziesz mógł/mogła zmienić swój wybór w dowolnym momencie używając linka w stopce strony.

Ocena wątku:
  • 1 głosów - średnia: 4
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Buddyzm
#1
Ostatnio trochę wpadło mi informacji o buddyzmie i tak zacząłem się zastanawiać. Wiadomo, że ateiści nie wierzą w bogów, ale czy to oznacza, że automatycznie nie wierzą w życie po śmierci i nieistnienie duszy?

W tej kwestii buddyzm jest ciekawą ni to religią ni filozofią, która opiera się na tym, żeby zrozumieć, że nie należy się do tego świata i próbować być na niego obojętnym (trochę stoicyzm) i skupić się na medytacji i szukaniu siebie, tak by dojść do błogostanu. Buddyzm raczej nie ma żadnych dogmatów, poza tym, że do błogostanu doszedł Budda, który wtedy zaczął dawać wskazówki jak ten stan osiągnąć. Tak się zdarzyło, że ludziom nawet przypadło to do gustu i trochę buddystów na tym świecie jest. Nawet kilka lat temu czytałem jakiś artykuł, że właśnie jakiś mnich jest najszczęśliwszym człowiekiem świata (fale mózgu i inne takie duperele) tutaj link do jakiegoś artykułu o tym po Polsku.

Ja tam osobiście jestem daleki od spędzania połowy życia na skupianiu się na ścianie, ale czy taka filozofia jest do zaakceptowania przez ateistów? (Ateistą też nie jestem, ale w sumie żadnej religii nie wyznaję, po prostu wierzę, że Pierwsza Przyczyna jest kimś i tyle jeśli chodzi o moje przedstawienie się).
Odpowiedz
#2
Oczywiście, że jest do zaakceptowania (moim zdaniem). Sam bardzo lubię Zen.
Wydaje się, że wiara w cuda znika w jednej dziedzinie tylko po to, by zagnieździć się w innej. Karol Marks
Jedyne, co - jak sobie pochlebiam - zrozumiałem bardzo wcześnie, jeszcze przed dwudziestką, to to, że nie powinno się płodzić. Emil Cioran
Kapitalizm bez bankructwa jest jak chrześcijaństwo bez piekła. Frank Borman

EL Duży uśmiech
Odpowiedz
#3
Czyli, że coś po śmierci jest, też jest do zaakceptowania?
Odpowiedz
#4
white_eagle napisał(a):Czyli, że coś po śmierci jest też jest do zaakceptowania?
Tego nie wiemy. Zależy co przez to konkretnie rozumiemy. U mnie różnego rodzaju religijne raje, za które niektórzy oddają życie, odpadają na starcie, jako totalna głupota.
Wydaje się, że wiara w cuda znika w jednej dziedzinie tylko po to, by zagnieździć się w innej. Karol Marks
Jedyne, co - jak sobie pochlebiam - zrozumiałem bardzo wcześnie, jeszcze przed dwudziestką, to to, że nie powinno się płodzić. Emil Cioran
Kapitalizm bez bankructwa jest jak chrześcijaństwo bez piekła. Frank Borman

EL Duży uśmiech
Odpowiedz
#5
No "coś" czyli jakaś pozostałość świadomości (takiego myślę, więc jestem).
Odpowiedz
#6
Co do raju to jest jeden mankament, i tak żadna religia tak naprawdę nie wie jak on dokładnie wygląda. Bo Islam ciężko nazwać religią... Dziewice w raju sobie wymyślili... Jeszcze pewnie z odnawialnym dziewictwem w ramach miesięcznego abonamentu...
Odpowiedz
#7
white_eagle napisał(a):Jeszcze pewnie z odnawialnym dziewictwem ...
Nie inaczej.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Hurysa
Non ridere, non lugere, neque detestari, sed intelligere.
Odpowiedz
#8
W imieniu niektórych ateistów odpowiem:
Nie wierzymy w duszę i w życie po śmierci.
Jeśli chodzi o medytację, to nie polega ona na "spedzaniu połowy życia ...." Medytują nie tylko buddyści. Gdyby nie ich wiara w reinkarnację, z czym się nie zgadzam, to mogłabym nazwać siebie buddystką. Są różne rodzaje medytacji w zależności od tego, co się chce osiągnąć. I wcale nie trzeba poświęcać temu pół życia. Wystarczy raz albo dwa dziennie pół godziny albo nawet mniej (ja medytuję jadąc metrem). Buddyzm w zasadzie nie jest religią (brak boga), do filozofii też nie jest zaliczany. Można go określić pewnym sposobem pojmowaniem świata. Najważniejszą kwestią jest zerwanie z przeszłością( po co myśleć o czymś co było, a więc już nie ma) i życie w teraźniejszości, tu i teraz, co pozwala na spokojniejsze i radośniejsze życie (przeważnie martwimy się tym co już było, albo tym co będzie).
Jeden rodzaj medytacji pozwala nam dostrzec, że naszumysł jest przedmiotem, a nie podmiotem.
To w dużym skrócie.
Odpowiedz
#9
heddystka napisał(a):W imieniu niektórych ateistów odpowiem:
Nie wierzymy w duszę i w życie po śmierci.
Jeśli chodzi o medytację, to nie polega ona na "spedzaniu połowy życia ...." Medytują nie tylko buddyści. Gdyby nie ich wiara w reinkarnację, z czym się nie zgadzam, to mogłabym nazwać siebie buddystką. Są różne rodzaje medytacji w zależności od tego, co się chce osiągnąć. I wcale nie trzeba poświęcać temu pół życia. Wystarczy raz albo dwa dziennie pół godziny albo nawet mniej (ja medytuję jadąc metrem). Buddyzm w zasadzie nie jest religią (brak boga), do filozofii też nie jest zaliczany. Można go określić pewnym sposobem pojmowaniem świata. Najważniejszą kwestią jest zerwanie z przeszłością( po co myśleć o czymś co było, a więc już nie ma) i życie w teraźniejszości, tu i teraz, co pozwala na spokojniejsze i radośniejsze życie (przeważnie martwimy się tym co już było, albo tym co będzie).
Jeden rodzaj medytacji pozwala nam dostrzec, że naszumysł jest przedmiotem, a nie podmiotem.
To w dużym skrócie.

Tak masz dużo racji,ale jednak jakieś plany na przyszłość dobrze jest mieć. Jednak nie warto przywiązywać się do nich zbyt mocno .
Przeszłością nie warto żyć ,jednak dobre wspomnienia to fajna rzecz.
Nie pozbędziesz się też przeszłości bez rozliczenia się z nią.
Dla mnie jednak umysł jest podmiotem.
Odpowiedz
#10
white_eagle napisał(a):No "coś" czyli jakaś pozostałość świadomości (takiego myślę, więc jestem).
Osobiście uważam, że czegoś takiego nie ma. Ale czy faktycznie, tego przecież nikt nie wie. Nie ma to dla mnie znaczenia i nie wierzę tym, co twierdzą, że wiedzą.
Wydaje się, że wiara w cuda znika w jednej dziedzinie tylko po to, by zagnieździć się w innej. Karol Marks
Jedyne, co - jak sobie pochlebiam - zrozumiałem bardzo wcześnie, jeszcze przed dwudziestką, to to, że nie powinno się płodzić. Emil Cioran
Kapitalizm bez bankructwa jest jak chrześcijaństwo bez piekła. Frank Borman

EL Duży uśmiech
Odpowiedz
#11
Łoś napisał(a):Tego nie wiemy. Zależy co przez to konkretnie rozumiemy. U mnie różnego rodzaju religijne raje, za które niektórzy oddają życie, odpadają na starcie, jako totalna głupota.

Logika Łosia - "racjonalisty".

Wiara w "raje" to głupota.
Wiara w reinkarnację - mądrość, bez mała naukowa. :lol2:
Odpowiedz
#12
Bury Wilk napisał(a):Logika Łosia - "racjonalisty".

Wiara w "raje" to głupota.
Wiara w reinkarnację - mądrość, bez mała naukowa. :lol2:
Jakiego racjonalisty? Gdzie wiara w reinkarnację? Co Ty za głupoty wygadujesz na mój temat?

A, że raje to głupota potwierdzam z całą stanowczością. Ale może Cię tym samym uraziłem, bo chyba wierzysz, że do jednego trafisz, po śmierci.
Wydaje się, że wiara w cuda znika w jednej dziedzinie tylko po to, by zagnieździć się w innej. Karol Marks
Jedyne, co - jak sobie pochlebiam - zrozumiałem bardzo wcześnie, jeszcze przed dwudziestką, to to, że nie powinno się płodzić. Emil Cioran
Kapitalizm bez bankructwa jest jak chrześcijaństwo bez piekła. Frank Borman

EL Duży uśmiech
Odpowiedz
#13
Łoś napisał(a):Jakiego racjonalisty? Gdzie wiara w reinkarnację? Co Ty za głupoty wygadujesz na mój temat?

A niby kto napisał:
Łoś napisał(a):Oczywiście, że jest do zaakceptowania (moim zdaniem). Sam bardzo lubię Zen.

:?:
Odpowiedz
#14
Bury Wilk napisał(a):A niby kto napisał:
:?:
Dość podobne, choć różniące się w wielu szczegółach poglądy na temat reinkarnacji, występują też w buddyzmie, jednak buddyzm godzi je z twierdzeniem, że nie istnieje wieczne "ja", czyli dusza, które przechodziłoby do następnego życia. Szczegółowo opisane jest to w artykułach buddyzm i czittamatra.

Źródło: Wikipedia, hasło: Buddyzm

Dla mnie Zen jest do zaakceptowania (medytacja, oświecenie itp), co do samej reinkarnacji, jestem jednak sceptyczny, nie wykluczam, lecz w nią nie wierzę. Mało mnie to interesuje.
Wydaje się, że wiara w cuda znika w jednej dziedzinie tylko po to, by zagnieździć się w innej. Karol Marks
Jedyne, co - jak sobie pochlebiam - zrozumiałem bardzo wcześnie, jeszcze przed dwudziestką, to to, że nie powinno się płodzić. Emil Cioran
Kapitalizm bez bankructwa jest jak chrześcijaństwo bez piekła. Frank Borman

EL Duży uśmiech
Odpowiedz
#15
Czittamatra.

OK.

Wot, racjonalizm...
Odpowiedz
#16
Katol - sorki, nie wychodzi mi wstawianie cytatów.
"Przeszłością nie warto żyć ,jednak dobre wspomnienia to fajna rzecz.
Nie pozbędziesz się też przeszłości bez rozliczenia się z nią.
Dla mnie jednak umysł jest podmiotem.[/quote]"

Nie bądźmy tacy zasadniczy, jasne że warto wspominać miłe chwile, ale co do rozliczenia z przeszłością to nie bardzo rozumiem. Jeśli spojrzymy na przeszłość jako na coś, co już nie istnieje, to oznacza, że tego nie ma i w pewnym sensie możemy każdą chwilę zaczynać od nowa. Jak rozliczać się z czymś, czego nie ma? Sądzę, że masz na myśli konsekwencje pewnych czynów, jakie zaistniały???
Co do przyszłości, to planowanie jest wskazane. Tu chodzi raczej o "bycie" w teraźniejszości na ogół... Zazwyczaj "teraz" jesteśmy z doskoku, a większą część czasu poświęcamy na to co było, albo co będzie (chodzi oczywiście o umysł - "paradoks czasu" Zimbardo).
Umysł tak czy inaczej jest przedmiotem. Skoro możesz obserwować swoje myśli, to kim jesteś i czym jest umysł w stosunku do obserwującego????
Odpowiedz
#17
white_eagle napisał(a):jest najszczęśliwszym człowiekiem świata (fale mózgu i inne takie duperele) tutaj link do jakiegoś artykułu o tym po Polsku.

Ja tam osobiście jestem daleki od spędzania połowy życia na skupianiu się na ścianie, ale czy taka filozofia jest do zaakceptowania przez ateistów? (Ateistą też nie jestem, ale w sumie żadnej religii nie wyznaję, po prostu wierzę, że Pierwsza Przyczyna jest kimś i tyle jeśli chodzi o moje przedstawienie się).

Ja ateizm przede wszystkim postrzegam jako brak wiary w życie poza grobem.
Co do Buddyzmu jest to ciekawe spojrzenie na świat i wszechświat.

buddyzm to nie skupianie się na ścianieDuży uśmiech
Odpowiedz
#18
Był tu jeden dosyć obszerny wątek do buddyzmie. Jednym z uczestników dyskusji był chyba zadeklarowany buddysta.
Modzi.do roboty ! Oczko
Odpowiedz
#19
heddystka napisał(a):Katol - sorki, nie wychodzi mi wstawianie cytatów.
"Przeszłością nie warto żyć ,jednak dobre wspomnienia to fajna rzecz.
Nie pozbędziesz się też przeszłości bez rozliczenia się z nią.
Dla mnie jednak umysł jest podmiotem.
"

heddystka napisał(a):Nie bądźmy tacy zasadniczy, jasne że warto wspominać miłe chwile, ale co do rozliczenia z przeszłością to nie bardzo rozumiem.
Po prostu ,często w przeszłości ,doznajemy zranień( zwłaszcza te z dzieciństwa silnie oddziaływują na nasze życie) i one dają o sobie znać ,zakorzeniają się w podświadomości.
Objawiają się w postaci nerwic i depresji,zaniżają nasze poczucie własnej wartości.
A Ty chcesz się ich tak łatwo pozbyć poprzez sztuczkę umysłu ,iluzję.
Na dłuższą metę to się nie uda,nie w zachodniej cywilizacji.

W odpowiednim momencie stare przeżycia dadzą o sobie znać.
Jak ktoś ma zaniżone poczucie własnej wartości ,które powstaje na skutek zdarzeń z przeszłości to złe myśli ,emocje będą się do nas przyklejać.

Musisz więc wejść w tą przeszłość i ją przeanalizować ,zrozumieć jaki ona ma wpływ na Ciebie i twoje emocje .Jakie zdarzenia z wcześniejszego życia szczególnie Cię gniotą .Zidentyfikowane i przetrawione zródło Twoich niepokojów traci swą moc nie mają skąd czerpać pożywki.
Do tego jeszcze dochodzi zbudowanie poczucia własnej wartości ,na czymś trwałym ,na pewnych zaletach które są w Tobie i trzeba je wydobyć.
Często ich nie zauważamy.
Także znajomość i rozumienie cieni,uświadomienie tego sobie ,że i one też są częścią ciebie,i są tą ciemną stroną ludzkiej natury.
Z nimi trzeba się zaprzyjaznić ,żeby je złagodzić .Nie można ich zlikwidować ,ale można je osłabić.
To co zidentyfikujesz traci swoją moc.
heddystka napisał(a):Jeśli spojrzymy na przeszłość jako na coś, co już nie istnieje, to oznacza, że tego nie ma i w pewnym sensie możemy każdą chwilę zaczynać od nowa. Jak rozliczać się z czymś, czego nie ma?
to ty sobie wmawiasz że jej nie ma ,ona jednak jest,to twoja cząstka ,i nawet jeśli sobie wmówisz ,że jej nie ma, to ona się może pojawić w postaci obniżonych stanów nastroju i nawet nie będziesz wiedzieć skąd one się wzięły.

Jeśli już miałbym zastosować jakąś sztuczkę umysłu to postawić siebie w roli obserwatora ,spróbować na siebie spojrzeć z boku .Wtedy mniej się utożsamiasz z własnym JA.
heddystka napisał(a):Sądzę, że masz na myśli konsekwencje pewnych czynów, jakie zaistniały???
Tak
heddystka napisał(a):Co do przyszłości, to planowanie jest wskazane. Tu chodzi raczej o "bycie" w teraźniejszości na ogół... Zazwyczaj "teraz" jesteśmy z doskoku, a większą część czasu poświęcamy na to co było, albo co będzie (chodzi oczywiście o umysł - "paradoks czasu" Zimbardo).

Chodzi o to ,że jak ktoś załapie,poczuje jaką piękna sprawą jest bycie tu i teraz, to często popada w skrajność i prawie zupełnie nie dopuszcza myślenia o przyszłości .A przecież dobrze jest podejmować jakieś wysiłki dla przyszłości.To trzeba jakoś sobie ułożyć ,wyczuć te proporcje.
Człowiek w naszej cywilizacji nie potrafi ,żyć tu i teraz,dlatego jego życie przechodzi praktycznie przez palce.
W dodatku cierpi na przywiązanie ,które sobie koduje od samego początku swojej egzystencji.

heddystka napisał(a):Umysł tak czy inaczej jest przedmiotem. Skoro możesz obserwować swoje myśli, to kim jesteś i czym jest umysł w stosunku do obserwującego????

Ale myśli to Ty ,one tworzą Twoją rzeczywistość.
Myślę więc jestem,także czuję więc jestem.
Ja wiem że można dojść do tego ,żeby umysł nie był podmiotem ,ale czy to nie będzie iluzja?
Wtedy odchodzisz od własnego JA . Taka sztuczka żeby nie cierpieć .
W cywilizacji jest to trudne do osiągnięcia (mnóstwo różnych bodzców).
Dlatego mało kto potrafi to zastosować tak to sobie tłumaczę.



Raczej moim zdaniem trzeba dążyć do czegoś odwrotnego ,do silnego poczucia własnego JA.Ale to JA powinno zostać oczyszczone z tego co do Ciebie nie należy ,a się niepostrzeżenie przykleiło. To się dokonuje przez obserwację,i jest to pewnego rodzaju świadomość.

Twoje JA ma swoją konstrukcję ,ma jakieś charakterystyczne cechy właściwe dla ciebie.
Odpowiedz
#20
Soul33 napisał(a):Nie inaczej.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Hurysa

Aha... No to im się nie dziwię, że chcą się jak najszybciej wysadzić, żeby uciec z tego świata:wall:Kreacjonizm to przy tym prawie teoria naukowaDuży uśmiech

Xeo95 napisał(a):Był tu jeden dosyć obszerny wątek do buddyzmie. Jednym z uczestników dyskusji był chyba zadeklarowany buddysta.
Modzi.do roboty ! :wink:
Szukałem po tagach, nic konkretnego nie znalazłem Zdezorientowanymile:

Katol napisał(a):"

Ale myśli to Ty ,one tworzą Twoją rzeczywistość.
Myślę więc jestem,także czuję więc jestem.
Ja wiem że można dojść do tego ,żeby umysł nie był podmiotem ,ale czy to nie będzie iluzja?
Wtedy odchodzisz od własnego JA . Taka sztuczka żeby nie cierpieć .
W cywilizacji jest to trudne do osiągnięcia (mnóstwo różnych bodzców).
Dlatego mało kto potrafi to zastosować tak to sobie tłumaczę.

Raczej moim zdaniem trzeba dążyć do czegoś odwrotnego ,do silnego poczucia własnego JA.Ale to JA powinno zostać oczyszczone z tego co do Ciebie nie należy ,a się niepostrzeżenie przykleiło. To się dokonuje przez obserwację,i jest to pewnego rodzaju świadomość.

Twoje JA ma swoją konstrukcję ,ma jakieś charakterystyczne cechy właściwe dla ciebie.

Mi się wydaję, że buddyzm to właśnie szukanie własnego JA, właśnie przez zapomnienie o świecie zewnętrznym, a nie po prostu uciekanie w teraźniejszość. Piszesz też, że w świecie rzeczywistym jest mnóstwo bodźców, moim zdaniem właśnie dlatego ucieka się w medytację, która nas od tych bodźców ma odłączyć.

Poza tym jeśli mowa o wspomnieniach, przeszłości itd. to prawda, że one nas w jakiś sposób określają, ale można je też określić jako jakiś zewnętrzny bodziec, który przeszkadza nam w odkryciu naszego JA w ujęciu absolutnym. Jacy naprawdę jesteśmy bez brzemienia wspomnień itd.

Zaś rozpatrując przeszłość, możemy dojść do tego jak nasze JA zmieniało się w oparciu o te przeżycia i wydarzenia.

Jeśli chodzi o planowanie to wiadomo, że nie da się od tego całkowicie uciec. Życie bez żadnego planu, zwłaszcza w młodym wieku może spowodować, że w pewnej chwili uświadomimy sobie, że jesteśmy w miejscu, w którym wcale nie chcemy być i teraźniejszość po prostu będzie nas tak samo dusić jak przeszłość i przyszłość.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 3 gości