17.11.2023, 00:22
W jakiejś dyskusji na temat ewentualnego produkowania chałtury przez pewne współczesne zespoły rockowe uważane za "ambitne", pewien wierny fan stwierdził, że "w muzyce nie chodzi o to, by tworzyć hity". No więc o co chodzi? Trzeba jakoś "znać się na muzyce", by móc ją zrozumieć? Zarzuty dotyczące chałturzenia opierały się na tym, że jakiś zespół broni się w zasadzie tylko tym, że ma doskonałego wokalistę lub wokalistkę i rewelacyjnie wypada na koncertach, na których nie ma znaczenia ocieranie się o popelinę i chałturę, czyli granie czegoś co technicznie jest doskonale wykonane, ale ma w sobie niewiele lub nic nowego lub odkrywczego, bo znaczenie ma to, że jest to granie i śpiewanie prawdziwe, namacalne i żywe, i przede wszystkim odbierane bezpośrednio. Chyba, że to dlatego, że twórcy uniwersalnych hitów trafiających w zasadzie w każdy gust, którzy jednocześnie doskonale grają na żywo bez udawania i puszczania jakiegokolwiek podkładu z taśmy, wymarli lub powoli wymierają. Ewentualnie jest jak w piosence z "powtórki z rozrywki", czyli "skąd wziąć dziś nowy tekst i melodię", więc może wszystko co dobre już zagrano...?
