Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Recenzje filmowe użytkowników
#1
Temat ten ma w zamiarze zawierać własne recenzje filmowe użytkowników.
Jako założyciel, zamieszczę swoją. Będzie to recenzja filmu "Kanał" z 1956r. w reżyserii Andrzeja Wajdy. Uwaga, w niektórych miejscach recenzja może nosić znamiona spoilera.

Dla Wajdy ten film był trampoliną, dla polskiego środowiska filmowego jego wystawienie na festiwalu w Cannes było nie lada wydarzeniem jak na tamte czasy. Wydarzeniem dość niezwykłym biorąc pod uwagę szczeble decyzyjne z udziałem osób trzecich, od których wiele zależało.
Film zdobył nagrodę, został zauważony na zachodzie, a nazwisko Wajda zostało zanotowane.

Czy słusznie? Czy była to może tylko fanaberia zachodniej śmietanki chcącej pokłonić się nad egzotyką z komunistycznego kraju ? Taka przypominająca ludomanię XIX wieku?
Otóż mogę wydać tylko jeden osąd-jak najbardziej słusznie.
Przejdźmy zatem do filmu. Czym nas wita? Wita nas suchym, nie wyrażającym emocji głosem narratora, który to podczas długiego ujęcia przedstawia po krótce członków oddziału, którego to losy przedstawia film. Zrezygnowano tutaj z pozostawienia widzowi tak częstego w kinie pytania "Jakie będą losy każdego z bohaterów?, co się stanie z X?, co się stanie z Y?" Zamiast tego mamy słowa:
"Oto bohaterowie tragedii. Patrzcie na nich uważnie, to są ostatnie godziny ich życia."
I owszem, właśnie to doskonale ukazane postawy, uczucia, zachowania i schyłek żywota walczących o egzystencję i kraj bohaterów jest największym walorem tego filmu.
Wielu zastanawiało się czy "Kanał" jest filmem antypowstaniowym czy może na odwrót. Otóż w mojej ocenie nie jest on ani jednym ani drugim. Jest to film skupiający się na człowieku, na realiach, w których musiał się on odnaleźć. Realiach prawdziwych. To swoiste ukazanie mikroświata powstania. Autorem scenariusza jest powstaniec warszawski Jerzy Stefan Stawiński, który sam dobrze poznał te realia. Wielu innych uczestników powstania także potwierdziło ich autentyczność, w tym odnajdując w obrazie ujrzane przez siebie emocje, przeżycia, wydarzenia.
Wielkim atutem filmu są wyraziści bohaterowie, bardzo dobre kreacje aktorskie. Niezwykle rzuca się w oczy gra Teresy Iżewskiej jako łączniczki Stokrotki. Był to zarazem debiut filmowy Iżewskiej. Kanał był pierwszym i jedynym filmem, w którym to gra aktorska kobiety zrobiła na mnie największe wrażenie.
Sama bohaterka niezwykle przykuwa uwagę widza. Urodą, kobiecością, niezwykłą osobowością, oddaniem i siłą. Każdy mężczyzna może w Stokrotce dostrzec matkę, żonę i kochankę w jednym. Nie przesadzę jeśli napiszę iż Kanał to film, w którym możemy ujrzeć przykład kobiety doskonałej.
Bohaterowie reprezentują różne cechy-od oddanego wojskowemu poczuciu obowiązku porucznikowi "Zadry", przez budzącego mieszane uczucia "Mądrego" po myślącego tylko o sobie kanalię "Kulę".
Uważam, że filmy zapamiętujemy i doceniamy głównie ze względu na poszczególne, pojedyncze sceny.
W Kanale do historii przeszła już scena gdy Stokrotka z Korabem docierają do zakratowanego wyjścia z kanału przy brzegu Wisły. Szansa na szczęście była jednocześnie tak blisko i tak daleko. Domy i trawa jak na wyciągnięcie ręki po drugiej stronie rzeki. Wajda po latach stwierdził iż scena ta miała symbolizować brak radzieckiej pomocy, która była tak blisko.
Inną, która przykuwa uwagę jest ostatnia, końcowa scena filmu, w której Zadra ponownie schodzi do kanału. Żołnierskie poczucie obowiązku i odpowiedzialność za własny oddział sprawiła iż wrócił. Żal na jego twarzy jest bardzo charakterystyczny, wyjawienie "Kuli" było przecież ciosem w samo serce. Jedno z najlepszych zakończeń filmowych jakie widziałem.
Często nie lubię wątków, scen miłosnych. Niejednokrotnie są tandetne i upychane na siłę. W Kanale wątek ten jest żywy i piękny w swej prostocie. Scena z napisem na ścianie kanału dobrze to ukazuje wywołując wzruszenie.

Na pasujący do realiów klimat filmu wpływ napewno miała dobra scenografia i gra światłem. Ciemne, mokre czeluście kanałów były właśnie takimi jakimi miały być. To samo można powiedzieć o muzyce i dźwiękach.
Choć dźwięki nie grzeszą dobrą jakością to sprawnie wpływają na klaustrofobiczny, psychodeliczny klimat widoczny w sporej części filmu.

"Kanał" uważany jest za klasyk, choć jestem pewien iż gdyby film powstał dzisiaj to naskoczyłoby na niego grono zwolenników pokazywania jedynie tego co zakończone sukcesem. To błędne myślenie, które filmy ujmuje w kategoriach politycznych a nie tych bardziej intrygujących i nam bliższych-ludzkich...
"Łatwo jest mówić o Polsce trudniej dla niej pracować jeszcze trudniej umierać a najtrudniej cierpieć"
NN
Odpowiedz
#2
Obejrzałem właśnie ,,Hobbit. Pustkowie Smauga'' (jakaś dobra dusza wrzuciła na cda) i jestem trochę w szoku! Mianowicie, pierwszy raz widzę multi-kulti w ekranizacjach Tolkiena! Jak do tej pory, nigdy tego nie było, i aż się dziwiłem dlaczego. Ale chwileczkę: multikulkuralne jest Miasto na Jeziorze, rządzone przez znanego komika (i pedała) Stephena Fry'a, a samo miasto jest przedstawione jako siedlisko zdradzieckich drani i plotkarzy. Czyżby żaluzja, że multi-kulti nie popłaca? Duży uśmiech
Odpowiedz
#3
To wyżej to nie jest recenzja. Od takich pogaduszek o filmach są dwa inne tematy.
Odpowiedz
#4
Nudziarz napisał(a):To wyżej to nie jest recenzja. Od takich pogaduszek o filmach są dwa inne tematy.
Nosz kutwa, będąc po kielichu chciałem ruszyć martwy od 2,5 roku temat! W zamian za to pobożny Zefciu dał mi minusa, a Ty masz jakieś żale. Gdzie tu sprawiedliwość?
Odpowiedz
#5
"Witaj w Klubie"

Oskar, 6 nominacji. Coś w nim musi być.
Film oparty jest na historii Rona Woodroofa. Bardzo lekko, ponieważ biografiści zwracają uwagę na bardzo wiele nieścisłości i dodatków autorskich scenarzysty.

O czym zatem traktuje? Teksańczyk, kowboj, luzak, który lubi sobie wypić wciągać biały proszek i uprawiać seks z dużą ilością losowych panien przypadkowo dowiaduje się o tym, że ma AIDS i został mu miesiąc życia. Nie chcąc się z tym pogodzić upatruje swojej szansy w lekach niedopuszczonych do obrotu na terenie USA i żyje jeszcze 7 lat.
Przy okazji dokonuje wewnętrznej przemiany i z homofoba zmienia się w obrońcę gejów.
Tego w Hoolywood niestety zabraknąć nie mogło, ale na szczęćcie nie to wyrasta na główny motyw tego filmu.

Obraz ten jest do bólu amerykański. Przesiąknięty "wolnym południem" i niechęcią do władzy. W filmach zza oceanu tymi złymi bardzo często jest jakaś agencja rządowa. FBI, CIA, DEA, ... (tu wstaw skróty nazw innych agencji).
Tutaj nie jest inaczej, bohater filmu walczy (a jakże) z systemem, który nie pozwala mu się leczyć lekami niedopuszczonymi do obrotu. Ładuje w niego chemię, która nie dość, że nie pomaga to jeszcze szkodzi, natomiast naturalne środki są blokowane. Dlaczego? Oczywiście ze względu na konszachty ze chciwym koncernem.
Mamy zatem w filmie buntownika, który znajduje swoje wybawienie u innego buntownika, zbiegłego do Meksyku "szamana" jak go nazywam.
Historyczna prawda jest jednak taka, że to system wypuścił jeden z pierwszych skutecznych leków hamujących namnażanie wirusa (ten, który w filmie ma robić za truciznę choć oczywiście faktycznie jak to na początku badań bywa-nie brakuje mu wad) a masa domniemanych cudownych środków (w tym te, o których mowa w filmie) okazała się zwykłymi bublami.
Obraz nam jednak tego nie wyjaśnia, nic o tym nie wspomina przez co uważam iż zakłamuje rzeczywistość.

Matthew McConaughey odegrał swoją rolę świetnie. Jego bohater klnie, jest pełen wyrazu, żywiołowy, zbuntowany. Niemal się nie mazgai tylko bierze sprawy w swoje ręce. Smutek i żal nad swoim losem zostaje zastąpiony przez złość, bluzgi, energię do działania a nawet trochę humoru.
Aktor dobrze sobie z tym poradził.
Następna dobrze zagrana postać to Rayon grany przez Jareda Leto. Transwestyta.
Miałem wrażenie, że ten aktor jest taki naprawdę toteż jego grę oceniam wysoko.
Twórcy filmu starali się ukazać tą postać jako słabą, wzbudzającą sympatię ofiarę nienawiści innych ludzi (homofobia) i złego losu (AIDS).
Mnie to nie uwiodło. Rzecz jasna zarówno ze względu na tzw. homofobiczne przekonania lecz głównie przez wzgląd na to iż Rayon był totalnym ćpunem i męską prostytutką, czyli totalne dno bez żadnego szacunku do własnej osoby.

Jak widać wytykam filmowi sporo minusów. Co zatem sprawia iż uważam, że to w gruncie rzeczy niezły film? Oczywiście kreacja głównego bohatera. Pełna oczywistych dla mnie amerykańskich schematów (które kojarzą mi się głównie z innym aktorem i jego rolami-z Woodym Harrelsonem, prywatnie anarchistą), ale mimo tego ciekawa i przykuwająca uwagę widza, który ma chęć mu kibicować.
"Łatwo jest mówić o Polsce trudniej dla niej pracować jeszcze trudniej umierać a najtrudniej cierpieć"
NN
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości